ZalogujRejestracjaSzukajZaloguj się, by sprawdzić wiadomościGrupyStatystyki
 Ogłoszenie 

09 maja — początek akcji Prawdziwiej nie będzie;
22 maja — koniec akcji Prawdziwiej nie będzie;
23 maja — początek akcji Tego jeszcze nie było
23 maja — początek akcji Było minęło
06 czerwca — koniec akcji Tego jeszcze nie było
08 czerwca — koniec akcji Było minęło
01 czerwca — początek akcji Dziecinada
05 czerwca — koniec akcji Dziecinada

ZABAWA: 333 sposoby, w jakim można pokazać swoją aktywność na forum
    RARRYSNARRYDRARRY
Hufflepuff || Gryffindor || Ravenclaw || Slytherin
783 || 336,5 || 616 || 531,9

[T] ma pierwszeństwo, [NZ]/[Z] i [S] ustępuje tylko [T], i są sobie równe - nie używa się ich jednocześnie. [Z]/[NZ] oraz [S] górują nad [D] i [M]. Nie istnieje coœ takiego jak [P] do poezji albo [Di] do dribble. Więc np [T][NZ][D], albo [T][S][D], ALE NIE [NZ][S][D] albo [T][Z][S][D], bo Gospodziany TAG seria to nie seria z AO3 lub też seria w normalnym tego słowa znaczeniu.

W razie problemów z rejestracją - usuń polskie znaki z wpisywanych informacji.
Jeśli to nie pomaga, skontaktuj się z nami na FB Gospody
(kontakt alternatywny: klaqa@onet.pl)

Regulamin Główny || Regulamin Czytelni || Gospoda w pigułce
Aktywny udział w życiu forum
Do kogo się zwrócić

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Al
2014-01-19, 03:45
[T][M] Nieokreślony
Autor Wiadomość
Amanda 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 28
Dołączyła: 01 Lut 2009
Posty: 494
Skąd: zza szklanego ekranu
Wysłany: 2009-09-02, 21:44   [T][M] Nieokreślony

Czy kiedyś zaprezentowałam coś bez kilku słów od siebie? Cóż, chyba nie. Nie spodziewajcie się cudów bo ich nie, ale postanowiłam sprawić mojej Ari przyjemność, bo ostatnio ma fazę na Kuro, a że akurat ja miałam włączony tryb tłumacza to się zebrałam i dostanie ode mnie ten wyjątkowy prezent. Jak mówiłam, to nie powala, chociaż autorka miała dobry pomysł, nie do końca miała pióro by go wykorzystać. Ratowałam razem z moją kochaną betą co się dało.
Nie odpowiadam za przecinki, nie było odważnych by się za nie zabrać.

Autor: Clicio
Tłumacz: Amanda
Beta językowa: Yami - no :*
Para: Ciel/Sebastian
Zgoda: w drodze
Link do oryginału: Indefinite

„- Więc czymże jesteś?
- Określać, znaczy ograniczać.”
Oscar Wilde


Nieokreślony

Ciel miał zły zwyczaj uciekania z budynków.
W tej chwili stał przed jednym z nich, z kieszeniami lżejszymi o kilka monet z powodu kosztów podróży. Oceniał, że jest pusty, widząc sczerniałe drzwi i zaprawę murarską kruszejącą między cegłami.
Zazwyczaj hrabia nie musiał płacić ani pensa, jeśli Sebastian był woźnicą – dziś nie był, wciąż pozostawał w rezydencji, nieświadomy i właśnie to było głównym punktem całej tej farsy.
Sebastian, eksperyment.
Każdy pośrednik w handlu nieruchomościami, warty swojej ceny, powiedziałby ci: położenie, położenie, położenie. Było najważniejsze i koniec. Budynek powinien być wystarczająco daleko od rezydencji, by coś o tak krótkim zasięgu, jak teleportacja nie sięgnęło go w czasie.
Powinien być wystarczająco wysoki, by zapewnić szybki, aczkolwiek nieprzewidywalny koniec. Powinien być na tyle niski, by zminimalizować czas potrzebny na spadanie, ponieważ więcej czasu w powietrzu oznacza więcej czasu dla demona na dostanie się tutaj, a to spowoduje, że gra stanie się zbyt łatwa, nieprawdaż? Widzisz, Ciel miał to wszystko dokładnie przemyślane.
Rozpraszając chmarę kruków, która krążyła nad zwłokami wędrownego szczura, i odsuwając włókniste pajęczyny, utorował sobie drogę na dach opuszczonego budynku.
- Nie radziłbym ci wysiadać w tej niebezpiecznej okolicy, Lordzie Phantomhive - powiedział, niebędący Sebastianem woźnica, na co Ciel odpowiedział zjadliwie:
- Dlaczego? Nie zauważyłeś, że to mój plac zabaw? Moje własne podwórko?
Spojrzał w dół. Ziemia pod jego stopami wydawała się być tak odległą; jeśli spadłby z tej wysokości, roztrzaskałby się jak porcelanowa lalka.
Ignorując błysk irytującego uczucia znanego jako strach – jasnego, oślepiającego, gorzkiego Niechcęumierać – Ciel rzucił się z dachu głową w dół. Zamknął oczy przed pędem brudnego powietrza, które unosiło się zbyt szybko na jego spotkanie. W tym samym momencie ostry ból wybuchnął pod jego przepaską.
Nie był samobójcą. To nie była próba odebrania sobie życia. A może była?
Niemożliwym było, by ktokolwiek zdołał go dosięgnąć, a tym bardziej uratować.
Chociaż z drugiej strony, to był Sebastian.
Silne ramiona otoczyły go, a zderzenie z ziemną nigdy nie nastąpiło.
- Boże drogi, wygląda na to, że znalazłeś sobie niebezpieczne hobby, mój panie.
Nie bardziej niebezpiecznie od bratania się z dwulicowymi, bezdusznymi i wypranymi z emocji demonami, pomyślał Ciel. Demonami z uśmiechem, który oczarowałby nawet śmierć; oczami, które obiecały ci świat i wszystko w nim; z twarzami tak zapierającymi dech w piersiach, że róże więdły ze wstydu u ich stóp.

***

To było obsesją, która rozpoczęła się wraz z myślą. Nieustającą, wyłaniającą się z tyłu głowy Ciela jak zaraza.
Jednak Ciel nigdy by się do tego nie przyznał, o nie. On nazywał to ciekawością. Przemijającym kaprysem.
Chciał przetestować granicę fasady człowieczeństwa Sebastiana. Chciał narysować linię między demonem a śmiertelnikiem.
Chciał określić, co to znaczy być człowiekiem. Chciał, och jak bardzo tego chciał, pragnął...


***

- Jak dostałeś się tam tak szybko? - Ciel siedział przy swoim mahoniowym biurku, palcami obejmując filiżankę z herbatą. - Skąd w ogóle wiedziałeś, gdzie byłem? Mów.
Sebastian umieścił misę, niedawno pełną palonego kremu, z powrotem na wózku, odpowiadając niespiesznie:
- Kiedy emocje panicza są szczególnie... silne, potrafię dostrzec je poprzez pańskie prawe oko, czasem również przez to wewnętrzne, jeśli uczucie radości, podniecenia, smutku, złości – cokolwiek to jest, jest wystarczająco intensywne.
- Potrafisz czytać mi w myślach? Jak? - Czując się całkowicie odsłoniętym, Ciel przypomniał sobie nagły przypływ przerażenia na chwilę przed tym, jak skoczył i pulsowanie pentagramu.
- Nie czytać – wyjaśnił demon. - Widzieć jedynie przyczynę tych emocji.
Ukłonił się, przygotowawszy się do wyjścia.
- To tylko kolejny aspekt naszego kontraktu; dość użyteczny, jeśli mogę tak powiedzieć. Poczułem pański strach i zobaczyłem obraz budynku, na którego szczycie pan był – musiał pan myśleć o nim dość mocno. Chociaż... - Sebastian zatrzymał się przy drzwiach, troskliwym tonem dodając:
- Widziałem również niedawno całkiem sporo siebie.
- Bzdura. – Ciel zmrużył oczy. - Śledziłeś mnie tam. Byłeś jednym z kruków, prawda?
Sebastian wyglądał na zdziwionego.
- Kruk, mój panie? - powtórzył, Ciel jednak wiedział lepiej – usłyszał śmiech w tym głosie, zobaczył sposób, w jaki czerwone oczy błysnęły radością.
- Zniżać się do wygrzebywania martwych szczurów. Podejrzewam, że mogłem się tego po tobie spodziewać.
- Nie powinien pan oceniać nikogo po jego przyzwyczajeniach żywieniowych – powiedział lekko Sebastian, zamykając za sobą drzwi.

***

Był ciepły sobotni poranek, kiedy pojawił się u niego po raz pierwszy. Był rozgrzany i rozleniwiony, co potrafił spowodować jedynie dobry odpoczynek w nocy. Delektował się tym, ponieważ lady Elizabeth Phantomhive była w tym czasie na wycieczce we Francji i dlatego miał całe łóżko tylko dla siebie.
Wolna chwila przyniosła wspaniały brak obowiązków i pośpiechu.
Złote promienie słońca wpadały przez niezasłonięte okno i Ciel zabrał śniadanie do łóżka wraz z codziennymi gazetami , których jednak nie czytał. Wspierał się na ogromnych, puchowych poduszkach, zadając Sebastianowi leniwe pytania pomiędzy kęsami bułeczki z masłem.
Pytania takie jak „Czy jest tam Bóg?” lub „Jak smakuje dusza?”, czy nawet „Czy możesz zostać wyegzorcyzmowany?”
Sebastian wziął pod uwagę jego informacje, jednak odpowiedzi, których udzielał, były mniej niż satysfakcjonujące: „Jeśli pan w niego wierzy”, „To zależy od duszy”, „Czy chciałby mnie pan wyegzorcyzmować, paniczu?”
I wtedy Ciel zapytał:
- Co tworzy demona? - Miał na myśli, jak powstają demony, jednak...
- Co klasyfikuje ludzi? - było pytaniem, którym odpowiedział mu służący.
Ludzie nie są źli jak ty jesteś, chciał powiedzieć Ciel, jednak wtedy przypomniał sobie krzyki, łańcuchy i maski bez oczu, zapach palonej skóry i ból, ból, ból... - zbladł.
Sebastian zachichotał.
- Naprawdę jesteśmy od siebie tak różni?


***

Był tam cień, który dryfował z pokoju do pokoju, zawsze utrzymując się na krawędzi wzroku Ciela, zwykle czając się z tyłu jego myśli. Od czasu do czasu mówił, czego pragnie, zawsze składając ofertę, którą ten niezmiennie odrzucał.
Pojawiał się tylko, gdy nie było tam Sebastiana, a może był to on sam? Ciel nie miał już takiej pewności.

***

Przyzwyczajenia żywieniowe. Oczywiście.
- Jedź – powiedział Ciel podczas mijającej kolacji, odkładając swoje srebrne sztućce. Spożywali właśnie główne danie – pieczony kurczak, filet z ryby, placek ze szpinakiem, gotowane grzyby, tłuczone ziemniaki i wiele więcej możliwości szczodrego wyboru jedzenia.
Autentyczne zaskoczenie przecięło twarz Sebastiana.
- Czy potrawy nie są w twoim guście?
- Lubię je. Jedz.
- To nie byłoby zgodne z....
- Rozkazuję ci. Możesz wybrać, cokolwiek chcesz.
- Tak, mój panie – powiedział Sebastian i usiadł naprzeciwko hrabiego.
Ciel był wystarczająco blisko, by widzieć dokładnie moment, kiedy źrenice Sebastiana zmieniły się w szpary, moment, kiedy czerwone jak wino tęczówki zaświeciły się jaskrawym szkarłatem, iskra podniosła włoski na karku Ciela – ach – zadrżał, ponieważ to uczucie było zbyt znajome, zbyt podobne do tego, kiedy przygotowywał się do skoku z budynku.
Zadrżał, ponieważ czuł, jakby Sebastian wpatrywał się w niego, nie widząc jego twarzy, zamiast tego wewnątrz niego, pieszcząc trzepoczącą rzecz nazywaną jego duszą prostym spojrzeniem. Uderzył w czułe miejsce przerażająco blisko jego serca, niezamącony niczym strach, jednak w tym samym czasie chciał, chciał...
Nie myśl. Odwrócił wzrok, jednak, szczerze mówiąc, nie pomogło to zbytnio, ponieważ wciąż czuł ciepły oddech na swoich policzkach, zabarwiający je na różowo, owijający się wokół kształtu jego własnych ust niczym cudowna obietnica śmierci.
Odziana w białą rękawiczkę dłoń Sebastiana zwinęła się w pięść , leżąc na równie nieskazitelnym obrusie.
- Czy zwykle bawisz się swoim jedzeniem podobnie jak teraz? - zapytał cicho Ciel.
Czerwona iskra zanikła równie niespodziewanie, jak się pojawiła. Sebastian natychmiast wziął nogę kurczaka z talerza i wgryzł się w nią. Kości złamały się idealnie na pół z przyprawiającym o mdłości chrupnięciem.
Jeden z nich oddychał nierówno. Drugi nie oddychał wcale.
- Przepraszam – powiedział spokojnie służący i wyszedł, czarny cień ciągnął się za nim.
Ciel nie ruszył tego wieczoru reszty swojego obiadu.

***

- Boisz się śmierci, paniczu?
Prychnięcie.
- Oczywiście, że nie.
- Ach tak?
- Śmierć ma tylko jedną kartę, którą może grać. Moim zdaniem życie jest zdecydowanie bardziej przerażające. Posiada całą talię.


***

Pewnego dnia Elizabeth wróciła z miasta z hamakiem.
Sebastian powiesił go w ogrodzie między dwoma dębami. Początkowo sądził, że to absurd – kto chciałby bujać się w siatce, jak uwięziona w pajęczynie mucha? Jednak pewnego późnego popołudnia sam z tego skorzystał. Rozsiadł się w hamaku z lemoniadą i egzotycznymi owocami – bananami, arbuzem i ananasem na tacy, stawiając je tak, by mieć je na wyciągnięcie ręki. Musiał przyznać, że nie było to takie złe.
Lizzy siedziała na batystowym krześle naprzeciwko niego, delikatna i śliczna, pod falbaniastym parasolem, sącząc swoją lemoniadę z wystawionym małym palcem. Opowiadała mu o tym, co widziała we Francji, kiedy przerwało jej miauczenie.
Był to czarny kot. I mimo że koty zazwyczaj nie lubiły Ciela – zresztą z wzajemnością – ten wskoczył na hamak; jego kosmata głowa ustawiła się naprzeciw jego.
Ciel spojrzał na niego beznamiętnie - sekundkę; to nie mógł być on, prawda? Jednak Sebastian wybrał ten moment na wyłonienie się z dopiero co przygotowanym napojem, oferując dolewkę.
Służący zatrzymał się jednak, gdy zobaczył kota, i było oczywistym, że go rozpoznaje.
Przyglądał mu się przez chwilę z czułością, a później skrzywił się z dezaprobatą.
Co? Ciel uniósł brwi.
- Nie patrz tak, sam do mnie przyszedł.
Okazało się, że demony również mogą być zazdrosne. Jednak być zazdrosnym o Ciela z powodu głupiego kota?
Hrabia kichnął gwałtownie.
- Weź go sobie, jeśli kochasz go tak bardzo – powiedział pomiędzy kichnięciami. - Jestem cholernie pewny, że go nie chcę.

***

Ciel nie wiedział, że Elizabeth często wpatrywała się w Sebastiana zielonymi, rozszerzonymi złowrogo oczami z taką samą zazdrością.
Sebastian uśmiechnął się. On wiedział.

***

W labiryncie londyńskiego śródmieścia znajdowało się skromne, zdecydowanie cieniste miejsce. Główny hol „chronił” tuzin kobiet, z lekko zamglonymi oczami i ubraniami, które nie pozostawiały wiele dla wyobraźni. Nie był to jednak zwykły dom publiczny, o nie. Dziewczyny były otępiałe, piękne, dobrze utrzymane i doświadczone w sposób, który dla Ciela niewiele znaczył. Ludzie musieli płacić ogromne kwoty, by zamówić nawet jedną godzinę w nocy.
Niczym zaskakującym nie było więc, że Viscount Druitt był jego stałym bywalcem.
Ciel ustawił kobiety w rzędzie. Był tam różnorodny wybór: każda z nich miała inny wzrost, wiek, długość włosów i ich kolor, budowę ciała i tak dalej; niektóre były wręcz egzotyczne.
Powiedział Sebastianowi, by wybrał jedną, starając się brzmieć obojętnie.
Sebastian zapytał, dlaczego. Ciel powiedział – czasowa rozrywka. Demon odpowiedział, że ma zły gust. Ciel był gotowy odwrócić się i odejść, kiedy Sebastian nagle wskazał na jedną z kobiet.
- Ta.
Dziewczyna, którą wybrał, była piękna, jednak nie znaczyło to zbyt wiele w pokoju pełnym pięknych kobiet. Miała ciemne włosy, które opadały na jej ramiona. Uśmiechała się szeroko, tak jak została wytrenowana, odsłaniając dwa rzędy perłowo białych zębów i kiwała uwodzicielsko pomalowanymi palcami.
Sebastian wszedł za nią do środka.
Później Ciel zapytał, dlaczego wybrał akurat tę dziewczynę.
- Była samotna – odpowiedział demon.
- Od kiedy ci zależy? - dopytywał się, ściągając razem brwi.
- Ponieważ jej dusza była smutna. Słodko – gorzka.
- Zjadłeś ją?!
- Nie, oczywiście, że nie – zaśmiał się Sebastian. - Nie w tym znaczeniu, tak czy inaczej...
Ciel warknął cicho z głębi gardła, co było sygnałem, że rozmowa została zakończona. Słowa wciąż jednak odbijały się echem w jego głowie. Była samotna, była samotna.

***

Później, kiedy spojrzał w lustro, Ciel zorientował się, że dziewczyna miała niebieskie oczy.

***

Na zewnątrz drzewa gubiły swoje brązowiejące liście jeden po drugim. Finnian miał szczęśliwy dzień, odkrywając na nowo rozpad materii organicznej i stopniowo coraz bardziej go to pochłaniało. W środku, chroniony przez ciężkie jedwabne zasłony, siedział Ciel z twarzą ukrytą w dłoniach.
- Wydaje mi się, że wariuję – powiedział cieniowi w rogu pokoju.
- Mówią, że prawdziwi szaleńcy nie wiedzą o własnym szaleństwie – odpowiedział cień.
- Winię ciebie, Sebastianie – kontynuował Ciel, ignorując go.
Cień zabuczał nisko i jedwabnie podchodząc bliżej, aż znalazł się zaraz obok Ciela.
- Muszę się nie zgodzić, mój panie. Myślę, że byłeś już złamany długo przed tym, zanim mnie spotkałeś.
- Jestem przez ciebie nie do naprawienia.
- Wiesz, że potrafię cię zreperować – wyszeptał cień. Kusząco, ociekając perswazją i oddychając w ucho Ciela, tak delikatnie, jak tylko mógł, równie rzeczywisty, co mgła. Ciemność owinęła się wokół jego ramion, przyciągając go bliżej, skacząc wzdłuż jego szyi i wywołując przeciągłe westchnięcie. - Jeśli mi pozwolisz...
- Ja... Zostaw mnie. - Ciel zacisnął zęby. - To... rozkaz.
Cień natychmiast zniknął.
Podwójne drzwi kołysały się i Sebastian pojawił się w przejściu, niszcząc mrok panujący w pomieszczeniu, i Ciel skulił się z twarzą ukrytą w dłoniach, jego oddech przyspieszył.
- Paniczu? Wszystko w porządku?
- Cholera, dlaczego wciąż tu jesteś? Powiedziałem, żebyś mnie zostawił! - krzyknął hrabia.
Zaskoczony Sebastian ukłonił się i zamknął drzwi. Stał nieruchomy i milczący, widząc wizerunek siebie ponownie w myślach Ciela. Usłyszał dochodzący zza ściany jęk frustracji. Kontrakt na jego dłoni dał o sobie znać złudnym bólem, który był mu nieznany, jednak jeśli miałby dać mu imię, nazwałby go „pożądaniem serca”.


***

Sebastian prawie nie wyrobił się w czasie, kiedy Ciel ponownie skoczył z budynku. Tulił swojego pana przed tym, jak ten wypluł:
- Postaw mnie, wiem, jak się chodzi. Jestem za stary, by być noszonym.
Obserwował, jak Ciel łapał wątły oddech, z ciężkimi przez chwilę płucami, by matowym głosem oznajmić:
- Nie ułatwia mi panicz pracy, ani trochę, przez baraszkowanie na dachach o trzeciej nad ranem w mieście.
Ciel miał wystarczająco dużo energii, by wyglądać na obrażonego.
- Ja nie baraszkuję.
- Więc jeśli nie ma panicz nic przeciwko, zapytam – w co się bawisz, mój panie?
- Ludzie - wydyszał - są określani przez swoje błędy.
Sebastian zastanowił się nad tym.
- To smutne i prawdziwe. Wolałby panicz, żebym zawiódł, ratując go?
- Nie mógłbyś – powiedział Ciel przed pogrążeniem się w napadzie kaszlu. Sebastian wziął go z powrotem na ręce, pomimo słabych protestów, po czym skierował się w stronę domu.
- Gratuluję pańskiej epifanii, jednakże następnym razem preferowałbym używanie mniej ekstremalnego sposobu na udowodnienie mi swojej racji - wymruczał w jego włosy.
- Nie to było istotą tego – wychrypiał Ciel w zgięcie jego szyi. - Zawsze będziesz po mojej stronie, prawda?
- Zawsze, mój panie. Jednak dla osoby, która spogląda na śmierć z góry, panu naprawdę podoba się witanie jej od czasu do czasu.
- Ty – wymamrotał - będziesz moją śmiercią.

***

Istotą było – istotą było...
- Paniczu – przypomniał mu, prawie czule. - Jestem demonem. Zawsze nim będę. Ty jesteś człowiekiem. Te prawdy nie ulegną zmianie.
- Oczywiście - odgryzł się Ciel, ale w głowie powtarzał cicho i z rozpaczą "Wiem, wiem"
Ludzie są określani przez swoje błędy.

***

Sebastian nauczył Ciela, jak wycelować broń. Ciel nauczył sam siebie, jak ukraść jego serce i ciągnąć cyngiel.
Po tym, jak po raz pierwszy wpakował kulkę pomiędzy czyjeś oczy, upuścił broń i wpatrywał się w swoje dłonie z oczami rozszerzonymi zrozumieniem.
- Zabiłem człowieka – wyszeptał z histerią wkradająca się w jego głos. - Moje dłonie – spójrz, nie ma na nich krwi. Są czyste. Jednak – ten mężczyzna obok jest martwy, zabiłem...
W nagrodę - biała rękawiczka na jego ramieniu i blady uśmiech.
- Bardzo dobrze. Świetna dokładność.
Ciel podskoczył, jakby ktoś go poraził, mrugając szybko. Później, całkowicie opanowanym głosem, stwierdził:
- Jesteśmy siebie warci. – Złączył dłonie poniżej zegarka, chowając je przed widokiem.
- Nie, jeśli chodzi o umiejętności strzeleckie.
Wpatrywali się w leżące na ziemi ciało, kawałki czaszki i rosnącą kałużę szkarłatu otoczoną piekielną różową mgiełką.
- Sądzę, że nie.

***

Cień wrócił tym razem w nocy, gdy Ciel znajdował się w łóżku z Elizabeth śpiąca tuż obok niego.
Jego oczy zwęziły się, kiedy go zobaczył.
- Nie ośmielisz się.
- Och – zachichotał. – A jednak. – I bez jakiegokolwiek unoszenia czy miętoszenia prześcieradeł wsunął się pod przykrycie, naciskając całkowicie na Ciela, tak jakby chciał go wchłonąć, oplatając leniwie dłonie wokół jego pasa.
To było chore, pokręcone w każdą stronę, jednak kiedy Ciel otworzył usta, by wydać jeden rozkaz, głos uwiązł mu w gardle i wyszedł jako płytki wydech powietrza. Ciemność muskała spód jego koszuli nocnej, tańcząc wokół linii jego nóg.
Czarne nici musnęły jego policzek.
- Czy twoja dama kiedykolwiek zapytała, czy może zajrzeć pod twoją opaskę?
- Co?
- Czy wiesz... - powiedział konwersacyjnie, sięgający wyżej – Ciel wzdrygnął się i cichy jęk opuścił jego usta. - ...że zastanawia się, jak wygląda twoje oko pod tym; że wie, że ściągasz to, kiedy z nią nie śpisz?
- Ja, ja nie... – głos był napięty, przebity ostrymi wdechami.
Nieco wyżej, bliżej... – pojedynczy kosmyk wyrysowany wiecznym piórem kształtów na mlecznej skórze. Ciel pogrzebał na wpół stłumiony jęk w jedwabiu i pierzu, drżąc.
- Jednak się o tym nawet nie dowie, czyż nie? Ponieważ to nasz sekret. - Jeszcze wyżej, muskając nagą skórę po wewnętrznej stornie uda. - Mój pierwszy i jedyny panie...
Głos, jego głos, dokładnie i ponownie w uchu Ciela, czysto sprecyzowany, miękko wypowiedziany, prawie doprowadził go do skraju niesamowitego szaleństwa.
- Ciel.
- Ciel – zapytała zmartwiona Elizabeth, a cień zniknął. - Ciel, co się stało? Trzęsiesz się.
Prostując się, hrabia złapał twarz Elizabeth i desperacko przycisnął swoje usta do jej, jego ciało płonęło, a umysł oszalał.
Na dole Sebastian rutynowo po raz ostatni sprawdzał dom. Wypalony pentagram i przebłysk myśli – po raz kolejny właśnie o nim – było jedynym ostrzeżeniem, jakie otrzymał, zanim poczuł niezwykłe, przemożone pragnienie, które uderzyło w niego falą.
Zaciskając zęby, zmusił się, by zachować spokój, nawet gdy jego oczy zalśniły czerwonym szturmem.
To niemal bolało.


***

Była północ. Ciel wciąż był w trakcie nauki, z dłońmi złożonymi przed nim, wpatrując się beznamiętnie w nicość - było ciemno, więc mógł widzieć jedynie pustkę.
- Nie powinieneś być już w łóżku? - Sebastian wszedł, niosąc świecznik. Chwiejne płomienie koncentrowały rzucane światło na części pokoju.
- Sebastian – powiedział Ciel. - Odłóż świecznik.
Demon posłusznie umieścił go na podłodze z pytającym spojrzeniem.
- Zdejmij frak – dodał hrabia.
Ten zaś, rozpinając marynarkę, wzruszył ramionami, czując się nieswojo, i złożył ją ostrożnie. Znalazła się obok świecznika.
- Kamizelkę również.
- Przepraszam?
- Zdejmij kamizelkę – stwierdził spokojnie Ciel.
Sebastian utrzymywał wzrok na chłopcu, kiedy wyłuskał guziki z ich dziurek i położył brązową kamizelkę na marynarce, formując na podłodze schludny stos.
- I krawat.
Czarny jedwab został niespiesznie rozsznurowany i odłożony na resztę ubrań.
- Teraz – powiedział Ciel – się nie ruszaj. - Otworzył jedną z szuflad biurka i wyciągnął z niej pistolet. Uniósł go, wycelował i strzelił.
Kula poleciała prosto i dokładnie uderzyła w wyznaczony punkt. Sebastian popatrzył na swoją klatkę piersiową, gdzie krew już wykwitła w postaci różowych płatków, plamiąc jego białą koszulę.
Kaszlnął z grzeczności w swoją pięść i niewielki kawałek metalu upadł na jego dłoń.
Ciel podziwiał pracę swoich rąk, chorobliwie szkarłatny obrazek, który stworzył.
- Sebastianie, w przeciwieństwie do ludzi, demony nie kłamią, prawda? - Odłożył broń do szuflady. - Podejdź tu.
Gdy Sebastian był wystarczająco blisko, Ciel złapał go za nadgarstek. Odnalazł pulsujący rytm, dudniący znak cyrkulującej krwi i wykonującego swoją pracę organu, ponieważ to było właśnie tym, prawda? Organem, niczym więcej, niezdolnym do czucia czegokolwiek innego niż być może fizycznego bólu spowodowanego uszkodzeniem kardiologicznym. Bestia była spokojna, bez cienia traumy, przez którą serce powinno było właśnie przejść.
- Paniczu.
- Przepraszam za to, Sebastianie. - Głos Ciela był bardzo zmęczony. - Możesz odejść.
Sebastian położył kulę na biurku Ciela, podniósł porzucone ubrania i świecę, po czym wycofał się elegancko. Niecałą minutę po tym, jak wyszedł, do środka wbiegli Elizabeth i służący, wciąż w szlafmycach.
- Ciel! Wydawało mi się, że słyszałam wystrzał, nic ci nie jest?
- Och, dlaczego na podłodze są plamy krwi?
- Panie, nie jesteś nigdzie ranny, prawda?
- Nic mi nie jest – zapewnił ich. Jednak nie był, nie do końca.

***

Sebastian wiedział, czego pragnie jego pan i jako służący rodziny Phantomhive, jak mógłby nie spełnić jego pragnienia?
Tak więc, następnym i ostatnim razem, kiedy Ciel uciekł z budynku, Sebastian go nie złapał.
To nie znaczyło przecież, że miał zamiar pozwolić nosicielowi umowy umrzeć. Miał lekarzy i medyków dosłownie czekających wokoło brzegu „wypadku” i jak tylko to się stało, oni zajęli się Cielem na miejscu.

***

Kiedy hrabia w końcu się obudził, niemal miał nadzieję, że tak nie jest, ponieważ teraz czuł ból. Leżał w łóżku, jego głowa była owinięta w bandaże, podobnie jak klatka piersiowa; noga i ręka znajdowały się w szynach. Obraz był nieostry, jednak mógł zobaczyć pochylającego się nad nim Sebastiana.
- Popełniłem błąd, mój panie. Nie uratowałem cię – powiedział. - Czy to sprawia, że jestem człowiekiem?
- Jak? - zaśmiał się Ciel, sucho i wymuszenie, szybko jednak przestał, ponieważ sprawiało to zbyt wielki ból.
- Cóż, masz kilka złamanych żeber, do tego wstrząśnienie mózgu i lewą nogę złamaną w dwóch różnych miejscach oraz kilka skaleczeń – wyliczył Sebastian. - Przez jakiś czas będziesz czuł się okropnie.
- Gdzie jestem?
- W rezydencji Phantomhive. Powiedziałem lady Elizabeth, że miałeś wypadek, jadąc dorożką. Wyszła kupić ci prezent na poprawę zdrowia.
Zapadła cisza. Dla Ciela ciężkim zadaniem było uformowanie choć jednej spójnej myśli w jego zamąconym mózgu. Rozpoznawał baldachim swojego łóżka za głową Sebastiana. Było jasno, więc musiał być dzień. Wyczuwał antyseptyki i zupę pomidorową. Skupił się na powrót na twarzy Sebastiana.
- W przeciwieństwie do ludzi, demony nie kłamią – wychrypiał.
Jego służący skinął twierdząco.
- Skłamiesz dla mnie. Tylko raz. Tylko teraz – skrzywił się. - Proszę.
Oczy Sebastiana rozszerzyły się, jednak uśmiechnął się.
- Oczywiście, mój panie.
Uniósł zdrową dłoń Ciela i pocałował ją, starannie, delikatnie, by nie naruszyć żadnych ran, zamykając z namaszczeniem oczy.
- Kocham cię – powiedział. - Kocham cię, kocham cię.
Ciel wpatrywał się w baldachim. Nie płakał.

***

Kiedy Ciel wydobrzał, nie widział cieni już nigdy więcej, ponieważ czasami wzywał rzeczy prawdziwe.

***

Koniec
____________________
“I thought you and Tony were still staring into each other’s eyes.”
Natasha to Steve
Ostatnio zmieniony przez Martynax 2014-03-06, 22:40, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
 
Yami-no 



Order Merlina II klasy


Wiek: 30
Dołączyła: 15 Mar 2009
Posty: 250
Wysłany: 2009-09-02, 22:01   

Nie lubię tego anime, ale że obiecałam skomentować komentuje.

Zacznę od... końca. Smutno się zrobiło, gdy Ciel prosił Sebastiana by skłamał, a ten powiedział mu ze go kocha. Żal się zrobiło, biednego Ciela-Niedoszłego-Samobójcy.

Dobra teraz treść. Podoba mi się ta część ze skakaniem z budynków i sprawdzaniem Sebastiana. Ogólnie fajny i ciekawy pomysł, choć ja pewnie zmieniłabym niektóre wstawki, tam dodała tu odjęła. Ale ogólnie może być.

Z tłumaczeniem poradziłaś sobie dobrze, tekst był potwornie napisany w oryginale więc musiałaś się namęczyć, żeby to jakoś po polsku brzmiało.

Cytat:
Śmierć ma tylko jedną kartę, którą może grać. Moim zdaniem życie jest zdecydowanie bardziej przerażające. Posiada całą talię.
to zdanie mi sie bardzo podoba. Jest cholernie prawdziwe, nie wiem czy autorka sama je wymyśliła, czy to jakiś cytat, ale tak czy inaczej ma plusa za wklejenie go w tekst,

Wybacz za ten nieskładny komentarz, ale dziś mi się mózg lansuje i nic mądrzejszego nie wymyślę.

Pozdrawiam i życzę weny, czasu i ciekawych tekstów.
____________________
Przenoszę się do fandomu angielskiego. Nie ma mnie, poza aktualizacjami tłumaczeń oraz prowadzeniem Nieziemsko Sprytnego Turnieju Drarrowego oraz Fikatonu HD
Klub Obrońców Drarry - STRONA
 
 
Dziewczynka 



skrzat domowy
Muahaha!


Wiek: 24
Dołączyła: 27 Sty 2008
Posty: 314
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-09-02, 22:33   

Lubię Kuro, ale pairing Ciel/Sebastian nie jest dla mnie. Nie lubię go :|
Mimo wszystko przeczytałam (ahh ta ciekawość).
Przeklinam Ciela tak często jak tylko mogę. Co za głupi dzieciak :| Współczuje Sebastianowi, że przyszło mu służyć takiemu bachorowi.
Tekst jest dziwny. Taki inny i oryginalny. Nie potrafię określić go dokładnie, bo chyba nie jestem pewna czy to co przeczytałam dotarło do mnie. Chyba będę musiała przeczytać to raz jeszcze.
W każdym razie. Sebastian robi wszystko by go chronić, a Ciel? Kurde nie kumam tutaj czegoś, nie rozumiem zachowania Ciela. Rozumiem (nie wiem czy dobrze), że Ciel kocha Demona, ale on go nie kocha, więc dzieciak jest niezadowolony i skacze z budynku. Po co skacze? Jest taki nieszczęśliwy i niekochany, niezadowolony z braku zainteresowania ze strony Sebastiana?
Chyba jest późno i ja nie myślę, ale jutro wrócę do tej miniaturki i przeczytam ją raz jeszcze. Wtedy być może coś dodam.

Pozdrawiam.
____________________


Sweet Nothing

 
 
Jeanne. 



skrzat domowy
Rzan.


Wiek: 28
Dołączyła: 08 Maj 2009
Posty: 665
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-04, 16:05   

Nie rozumiem jednego... Jak ja do cholery mogłam to przeoczyć?! Powstało dwa dni temu, a ja dopiero teraz to widzę...
Podoba mi się postać Ciela, taka tragiczna... Lizzy wyszła za niego, ale nie rozumie go, nie rozumie jego uczuć i pobudek. Jedynym który to potrafi jest właśnie Sebastian... Tylko cholera... Dlaczego jest on takim draniem kłamiąc, że kocha Ciela? Wiedział zapewne, że ten pragnie to usłyszeć, ale.. to było mocne, okrutne... Wiem, że taki był zamiar i zamysł, ale to mnie zszokowało. Nie wiem jak mam się ustosunkować do tych uczuć, ponieważ są one ambiwalentne. Z jednej strony podoba mi się ten tragizm, ale... właśnie...
Najbardziej podoba mi się chyba to co powiedział Sebastian po przebudzeniu panicza. To pytanie czy jest już człowieem, jakby w sumie.. Pragnął potwierdzenia z jego ust, jakby chciał się nim stać...
Cholera, podobało mi się!:)
____________________
Kuchnia na życzenie.

Wena artysty jest dziwką. Nie dość, że każe sobie płacić wysoką cenę, to jeszcze zdradza. - Cena - by a_wii

 
 
melatonina 



Order Merlina II klasy
Very Irritating Person


Wiek: 25
Dołączyła: 05 Mar 2008
Posty: 386
Skąd: Poznań
Wysłany: 2009-09-04, 21:55   

Nie lubie Kuroshitsuji. Może przez mojego brata, który uwielbia te anime. A może jakoś tak.
To opowiadanie jest (jak dla mnie) przynajmniej o klasę lepsze niz anime. Glębokie. Przejmujące. Smutne.
Nie wiem jak się ma wersja oryginalna do tłumaczenia, ale konwencja jest ciekawa, a styl, choć rzeczywiście nie powala, to nie utrudnia czytania. Bardzo podoba mi się konstrukcja bohaterów (Ciel dużo ciekawszy niż w anime, a Sebastian kanoniczny, co stanowi komplement.) i możliwość różnej interpretacji fanfiction.
Niestety w paru miejscach wkradły się błędy.
Cytat:
- Jedź – powiedział Ciel (...)
- Lubię je. Jedź.

Zdecydowanie powinno być "jedz". Podczas czytania migło mi kilka innych potknięć, ale teraz nie mogę ich znaleść. Zedytuje posta jutro:)
Pozdrawiam,
mel
____________________
Grindelwald jest wyprostowany i nieruchomy. Głowę ma lekko odrzuconą do tyłu. Drobinki sadzy osiadają na jasnych włosach. W oczach koloru rtęci śmieje się pijany wicher.
Arianrod, Dym w oczach

- Co by pan zrobił, Vimes, gdybym zadał panu bezpośrednie pytanie?
- Odpowiedziałbym oczywistym kłamstem, sir.

Vimes&Vetinari, Łups

Państwo nie może odebrać życia po to, aby przekonać nas, że odbieranie życia jest złem.
Umerto Eco
 
 
 
Aribeth 



Prefekt Gryffindoru
Tanczaca z wachlarzami


Wiek: 24
Dołączyła: 12 Mar 2009
Posty: 2021
Skąd: z Doliny Rospudy
Wysłany: 2009-09-05, 23:21   

Więc tak... Najpierw...
dziękuję, dziękuję, dziękuję dziękuję. i Tobie, moja droga, kochana i cudowna Amando, jak i Tobie, równie wspaniała Yami. Jesteście wspaniałe. Dziękuję bardzo, bardzo ;****
Poza tym, co do ewentualnych błędów... Tekst już się betuje w moich łąpkach i będzie ich mniej :p szczególnie jeśli chodzi o Amandowy przecinkoland, którego wszyscy się tak boją, choć nie mam zielonego pojęcia czemu...
Poza tym, chciałam bardzo przeprosić, że komentuję to tak późno, ale Ty wiesz, czemu tak wyszło...

Ale już nadrabiam :)
Więc tak.. Teks mi się podobał, choć jak wiesz, ja wolę happy endy. Ale mimo wszystko mi się podobał. Był smutny, ale mi się podobał, mimo wszystko :)
Podobał mi się ten Ciel, Ciel, który chyba w głębi duszy podejmował te próby właśnie po to, by okłamywać samego siebie, tworząc iluzję Demona, Który Się Troszczy. On w pewien sposób okłamywał samego siebie, przyjmując w pewien sposób do swojej świadomości to, że musi być w pewien sposób ważny dla Sebastiana. Bo rzeczywiście był, ale niestety nie tak, jak chciałby tego hrabia.
Poza tym, ten pocałunek w sypialni… ta desperacja Ciela, by w pewien sposób pozbyć się uczucia do Sebastiana, desperacja, by ulokować je w kimś innym… To było takie… smutne a zarazem prawdziwe. Jak często bowiem człowiek, którego miłość nie jest odwzajemniona, próbuje szukać sobie „osoby zastępczej”?
I ta końcówka… to, że w końcu pozbawił się złudzeń…
Tak smutne, a zarazem tak prawdziwe…
Szczerze mówiąc, ten tekst nie mógłby się kończyć inaczej. Bo jego urok jest właśnie w zakończeniu.
Tak podsumowując – nie wiem, jak wygląda oryginał. Sądząc ze wstępu, strasznie XD Ale świetnie się z tym uporałyście :)
I jeszcze raz dziękuję ;*
____________________

 
 
fluffy
[Usunięty]



Wysłany: 2009-09-08, 19:05   

Nie miałam dziś ochoty czytać czegoś z Kuroshitsuji. A jednak dobrze, że się przemogłam ^^
Tekst smutny, ale w pozytywny sposób. Wzruszający, w ilości takiej, jak trzeba. Ściskający serce nie więcej, niż powinien.
A to:
Amanda napisał/a:
Śmierć ma tylko jedną kartę, którą może grać. Moim zdaniem życie jest zdecydowanie bardziej przerażające. Posiada całą talię.

zostanie moim motto życiowym, najprawdopodobniej ^^ Cudne zdanie.

Bardzo ładne tłumaczenie. Gdzieś zauważyłam, że zjadłaś jakiś wyraz, ale nie przeszkodziło to w ogólnie bardzo pozytywnej ocenie tekstu ;)
Dziękuję, że miałam okazję przeczytać ^^
Flu
 
 
Abigaill 



7-klasista


Dołączyła: 14 Sie 2011
Posty: 161
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2012-08-12, 17:40   

Jakoś niemrawo się dziś czuję, więc być może dlatego tekst do mnie w pełni nie dotarł. Ale mimo wszystko wiem, że był bardzo ładny i bardzo smutny. Postacie wypadły kanonicznie, zwłaszcza Sebastian. Jakoś wzdrygnęłam się czytając tą scenkę, kiedy demon wgryzł się w kurczaka... Czasem irytuje mnie ten krnąbrny, choć ciekawski charakter Ciela, ale właściwie dobrze został wykreowany, tak jak w oryginale. Dobre tłumaczenie, odebrałam pozytywnie:)
 
 
Raven_86 



Absolwent Hogwartu


Wiek: 31
Dołączyła: 16 Gru 2011
Posty: 250
Wysłany: 2014-11-29, 19:35   

Nieokreślony... Tytuł tej miniatury najlepiej oddaje mój stosunek do niej. Z jednej strony dobrze się czytało. Przy tłumaczeniu wykonałaś kawał naprawdę wspaniałej roboty. Znalazłam tylko jedną literówkę:
Cytat:
- Jedź – powiedział Ciel podczas mijającej kolacji

Powinno chyba być Jedz
Z drugiej strony, sama historia mnie nie powaliła. Choć autorka ma swoje momenty, jak choćby wątek "samobójstw" Ciela, czy ten fragment:
Cytat:
Śmierć ma tylko jedną kartę, którą może grać. Moim zdaniem życie jest zdecydowanie bardziej przerażające. Posiada całą talię.

Dziękuję Ci za pracę włożoną w to tłumaczenie i czekam na kolejne.
____________________
Jeśli zajrzę na forum przed Nowym Rokiem to będzie cud...
 
 
 
Al 



Opiekun Gryfonów


Wiek: 28
Dołączyła: 10 Kwi 2007
Posty: 2746
Skąd: Krakow/Jaworzno
Wysłany: 2014-11-30, 00:57   

<3 O i to jest ten rodzaj angstu, który jest dla mnie dobry. Nie próbuje być smutny i straszny na siłę. Właściwie smutek, taki prawdziwy, ujmujący czytelnika pojawia się dopiero na samym końcu, i przerażające jest to, że wywołały to słowa "kocham cię".

W ogóle to opowiadanie jest naprawdę... śliczne, może i technicznie było straszne do tłumaczenia, to teraz tego nie widać, a treść, treść jest zachwycająca.

Cytat:
- Zniżać się do wygrzebywania martwych szczurów. Podejrzewam, że mogłem się tego po tobie spodziewać.
- Nie powinien pan oceniać nikogo po jego przyzwyczajeniach żywieniowych – powiedział lekko Sebastian, zamykając za sobą drzwi.


Ogólnie jedzenie... jedzenie jest w tym fiku straszne, naprawdę, naprawdę straszne. To, jak Sebastian przegryza kość, jest po prostu... na swój sposób przerażające. Opis nie jest jakimś rozwodzeniem się, na swój sposób momentami opisy są surowe i oszczędne, ale to chrupnięcie można niemal usłyszeć.

Jedyne miejsce gdy coś mi nie pasowało to:

Cytat:
- Ciel! Wydawało mi się, że słyszałam wystrzał, nic ci nie jest?
- Och, dlaczego na podłodze są plamy krwi?
- Panie, nie jesteś nigdzie ranny, prawda?
- Nic mi nie jest – zapewnił ich. Jednak nie był, nie do końca.


"Jednak nie był, nie do końca" średnio wiąże się z resztą dialogu, takie dopowiedzenia są często uzupełnieniem tego co zostało powiedziane, ale tu... brak sensu. Po prostu.

Pomijając to, tłumaczenie jest genialne, tektst również. Nie wiem czemu zaszłam do niego dopiero teraz... chociaż, patrząc po datach: zapewne pojawił się na forum w tym okresie, gdy ff do Kuro było na tyle niewiele, zwłaszcza w polskim fandomie, że unikałam wszystkich, nie chcąc się zainspirować, przy pisaniu swoich właśnych kurofików ;)
 
 
 
Emerald 



6-klasista


Dołączyła: 14 Sty 2015
Posty: 70
Skąd: z tamtej strony lustra
Wysłany: 2015-01-17, 22:35   

Przyznam się, że nie wiem co napisać. Naprawdę.
Może zacznę w sposób następujący. Niezmiernie spodobał mi się klimat tekstu. Melancholijny, odrobinę przygnębiający, ale mnie to jak najbardziej przypadło do gustu. Jak to już zostało zauważone, nie ma wrażenia, jakby smutek był sztuczny bądź wymuszony. Jest parę sytuacji, końcówka zwłaszcza, trafiających w czułe struny.
Sebastian i Ciel. Sługa i pan. Demon i człowiek związani kontraktem, lecz nie tylko tym.
Dziwna para od początku do końca, ale do mnie przemawia ta duszna atmosfera, która między nimi jest. Potrafię zrozumieć, dlaczego hrabia Phantomhive stara się zwrócić uwagę demonicznego kamerdynera w tak straceńczy sposób. Cóż, chwilami ma się wrażenie, jakby tracił swój chłodny osąd, popadając w obłęd, co w jego sytuacji wcale nie jest wykluczone. Jedno mi się podoba, że mimo tej lodowatej, publicznej maski wciąż tkwi w nim czująca istota. Wciąż jest tym samym wyniosłym i pozbawionym skrupułów hrabią Phantomhive, jednak widać pęknięcia w tym murze zbudowanym wokół niego.
Sebastian... Ach, Sebastian. Naprawdę nie jestem obiektywna, jeśli chodzi o tę postać. Wiem o tym. Jedna z lepszych kreacji to pewne.
Jedzenie, które ma ogromne znaczenie nie tylko jako czynność, ale również element estetyczny. Ta scena wgryzania się w delikatne mięso, rozłupywania kości faktycznie zostaje w pamięci. Aż ciarki przechodzą, jest tak obrazowo opisana. Z drugiej strony odsłania prawdziwą naturę usłużnego lokaja, przez ułamek sekundy spada elegancka powierzchowność i widać nienasyconego, wiecznie głodnego drapieżnika.
Uczucie Ciela do Sebastiana, zakazane i niemożliwe z wielu powodów, w oczywisty sposób nie znajduje naturalnego ujścia w świecie, gdzie konwenanse i określone nakazy i zakazy są nieodzownym elementem.
Kłamstwo, które ma dać ukojenie, wcale go nie daje, wręcz przeciwnie. I co przerażające, obaj są tego świadomi.
 
 
Kitsunensan



1-klasista


Wiek: 19
Dołączył: 15 Sie 2017
Posty: 10
Wysłany: 2017-08-26, 15:38   

Och, przepiękne, naprawdę. Dziękuję Ci za tłumaczenie.
W tak krótkim tekście relacja Ciela i Sebastiana wydaje mi się niezwykle pogłębiona, a jednocześnie trudna do określenia. Sprawia wrażenie takiej samej też dla nich. Ciel, który testował i pytał, drążył i próbował zrozumieć, Sebastian, który był tu bardziej ludzki niż w czymkolwiek, co wcześniej czytałam, a co jednak było mocno kanoniczne, jeśli chodzi o bohaterów, a jednocześnie bardziej demoniczny. Te cienie, zdolność na mocy kontaktu do odczytywania intensywnych uczuć i ich okoliczności. I ta panienka Elizabeth, jakby z innego świata, jakby dla kontrastu, gdzieś za granicą, której nie byłaby w stanie nigdy przekroczyć, wręcz ostatni element świata rzeczywistego w świecie tej dwójki, który wydawał się światem dla nich tak intymnym i niedostępnym dla nikogo więcej, że wręcz odrobinę surrealistycznym.
Naprawdę, bardzo poruszająca miniaturka.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template DarkMW created by razz

Strona wygenerowana w 0,65 sekundy. Zapytań do SQL: 27


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową