Na żarty - Filmy, które doprowadzają Nas do łez.

Malina - 6 Czerwiec 2008, 21:47
Temat postu: Filmy, które doprowadzają Nas do łez.
Już spieszę z wyjaśnieniami.

W dzisiejszej kinematografii mamy całą masę filmów ambitniejszych lub mniej, bardziej i mniej interesujących, komedii, horrorów, dramatów etc., smutnych, wesołych lub nijakich. I podczas oglądania jednych płaczemy ze śmiechu, kiedy indziej ze smutku, a jeszcze innym razem ze współczucia dla aktorów i reszty ekipy, za to, że stworzyli coś tak beznadziejnego.

Moja pytanie brzmi - jakie filmy wywołują u Was wybuch niekontrolowanego płaczu ze śmiechu, smutku lub innych emocji? ^.^

Moim niezastąpionym i najwspanialszym numerem jeden wyciskaczy łez jest fenomenalny film "Jestem Sam". To cudowny obraz przedstawiający walkę upośledzonego umysłowo ojca z sądem, ludźmi i samym sobą o córkę, którą od początku wychowywał sam z pomocą swoich przyjaciół - kilku również upośledzonych mężczyzn i kobiety, która także ma swoje problemy. Film nie opowiada tylko jednej historii Sama, ale również przybliża widzowi postać prawniczki, która przez całe życie goniła za sukcesem i nie dostrzegała tego, co jest na prawdę w życiu ważne i która właśnie dzięki sprawie Sama przewartościowała swoje życie. To na prawdę cudowna historia ludzi, których odpowiedniki każdy z Nas pewni odnajduje w swoim otoczeniu. To opowieść o sile miłości, która potrafi zwalczać na prawdę wiele. Smutne a jednak piękne. Gorąco polecam. Film przepłakałam w 99 % jego trwania ^^'

Jeśli chodzi o film, podczas którego oglądania płaczę z wściekłości, irytacji i współczucia jest każda część/odcinek/seria "Jasia Fasoli". Jak mi Bóg miły - nienawidzę tego filmu! Tak strasznie mnie irytuje głupota tytułowego bohatera, że za każdym razem już po pierwszych kilku minutach mam ochotę rwać sobie włosy z głowy i maltretować tego, kto mi to każe oglądać. Nie tak dawno chcąc zrobić przyjaciółce przyjemność poszłam z nią do kina na "Jaś Fasola na wakacjach". Po 5 minutach zaczęłam nerwowo tupać nogą w podłogę irytując osobę siedzącą przede mną. Po 10 minutach zaczęłam złorzeczyć pod nosem. Po 15 minutach zaczęłam głośno komentować głupotę głównego bohatera. po 20 minutach wyszłam z kina trzaskając drzwiami. Co najgorsze trudno jest mi konkretnie sprecyzować co tak na prawdę doprowadza mnie w tym do szału. Jednakowoż ważne jest to, że nie znoszę choćby myśli o Jasiu Fasoli (brrrr >.< ...).

Z podaniem konkretnego filmu, który mnie śmieszy miałam sporo problemów, ponieważ u mnie bardzo łatwo wywołać wybuch śmiechu : D Głupio śmieszne były wszystkie części "American Pie" xD Oglądając również "O dwóch takich co poszli w miasto" uroniłam kilka łezek xD Z tych ambitniejszych komedii to raczej nie wymienię nic, bo najzwyczajniej nie pamiętam tytułów ^^'


A jakie filmy u Was wywołują potok łez? : D

Al - 7 Czerwiec 2008, 01:40

Hm.... Ostatnio płakałam na... "Krwawa Uczta".
Byłam silna. Naprawdę silna. Zniosłam śmierć kilku bohaterów. Zniosłam śmierć dziecka-potwora. Ale gdy potwory zaczęły to robić naprawdę ostatnią siłą woli powstrzymywałam łzy.
Kiedy jednak niesamowici-ach-bohaterowie cudem wykastrowali samca-potwora (tak, mam wielką nadzieję, że był to samiec.. bo jak samica to nie wiem czy moja psyche by to zniosła) i jego odcięty członek skakał po budynku w sposób przypominający skoki figlarnej pchły, a ludzie pierzchali przed nim w popłochu, miałam ochotę wyć ze śmiechu i tak musiałam się powstrzymywać, ze aż mi oczy zaczęły łzawić :D Końcówka była tak łzawo-dramatyczna, ze - jako ze nikogo akurat już wtedy w domu nie było - mogłam do woli dusić się ze śmiechu i patrzeć na ekran załzawionymi od śmiechu oczami ;D
Właściwie trudno mi mówić o płakaniu podczas filmu - szczerze mówiąc jedyna osoba nad której nieszczęściem zdarzało mi się płakać (w dodatku to było tak dawno, że aż nie prawda) jestem ja sama. I tylko dlatego, że łzy stosowałam jako środek wymuszająco- błagający, bo ot-tak-sobie nie płaczę ;)
Są jednak filmy które w jakiś sposób wywołują u mnie wzruszenie - nie objawiające się łzami itp, ale.. sprowadzają pewien smutek.
Takim filmem może być jeden z serii filmów o "żywych Trupach". Teraz już nawet nie pamiętam tytułu - oglądałam go sporo czasu temu - ale fabułę tak. Powiem szczerze - to najlepsza, nowoczesna wersja opowieści o Romeo i Juli. On i Ona, ścigani w korytarzach przez zombie. Ona zmieniająca się powoli w jednego z zombie, i raniąca się specjalnie po to, by za pomocą bólu zachować świadomość. On wciąż ją kochający, wciąż pragnący ją uratować. No i zakończenie - romantyczne, i choć spodziewane to jednak zaskakujące. Zwykłe, łzawe romanse mnie śmieszą, ta historia jednak jakoś dziwnie pozostała w mojej pamięci.
Podobnie "Edward Nożycoręki" - jego zakończenie wywołało u mnie swego rodzaju smutek.

Filmy które z jakiś względów zapamiętałam i które wywoływały we mnie pewne uczucia - czy to ekscytacji czy też pewnego "zjednoczenia" z bohaterami to także "Pan życia i Śmierci" oraz "Wszystko Gra". Łączy je jedno - główny bohater. Jest kimś kogo przemianę, ewolucję obserwujemy, widzimy jak wchodzi on powoli na "ścieżkę zła" jednak nie potępiamy go. Ci bohaterowie nie kończą jednak tak jak większość "tych-złych" - wprost przeciwnie! Uwalniają się od podejrzeń, są wolnymi ludźmi, zachowują swój majątek. Mimo wszystko nie mogę uwolnić się od wrażenia, ze oni tak naprawdę nie są do końca szczęśliwi. Może mają wszystko, ale...

Jest też jeden film - "Pana Magorium cudowne emporium" który nie wiem czemu wywołuje u mnie smutek. WIEM, że to film dla dzieci. I że jestem na niego o wiele za dorosła. Ale mimo wszystko... coś w nim było. Niby film o niczym, niby motyw wydający się już oklepanym - a jednak miał coś w sobie.

Nie wiem czy znajdą się gdzieś na forum fani japońskiej wersji "Ring". Krąg w wersji japońskiej to rozkosz dla oczu, duszy i umysłu. Niemal arcydzieło, coś przekraczające ramy zwykłej opowieści grozy.
Chodzi mi zwłaszcza o ostatnią - a właściwie "zerową" część Ringu. Tą, opowiadającą jak się ta historia zaczęła.
Gdy kiedykolwiek byłam bliska łez - to właśnie na tym filmie. Śmierć głównej bohaterki, aktorzy, scena w lesie, dziewczynki i to coś, coś czające się, coś.. złe. Opowieść niesamowita, działająca w niezwykły sposób na wyobraźnię.

Z wciekłości/irytacji i tym podobnych mam ochotę płakać na "Królowej Potepionych".
Kocham Wywiad z Wampirem i uważam że tak film jak i książka są doskonałe. Idealny dobór aktorów (Pitt w roli "wampira-który-ma-sumienie" jest niesamowity, Tom wygląda jak moje ksiażkowe wyobrażenie Lestata tak bardzo, ze mam ochotę mruczeć z radości, a Claudia jest jeszcze bardziej urocza niż sobie wyobrażałam), idealnie dopracowany scenariusz, nie coś w rodzaju "po co to dawać do filmu czytali książkę niech się domyślą". Film jest nastrojowy i wspaniały.
Natomiast "Królowa Potępionych" to pomyłka. Żart.
Jestem absolutnym przeciwnikiem tego filmy. ABSOLUTNYM.
I to z kilku obiektywnych i subiektywnych powodów:
Raz: Co książka ma do filmu? Połowę wątków poplątano, resztę pominięto.
Choćby sprawa z Mariuszem i Lestatem.
I sprawa potomkini "czarownic" - całkiem poplątana.
Większość fragmentów o Armandzie (tu jednak jestem odrobinę subiektywna, bo ta postać lubię wyjątkowo) pominięto.

Subiektywnie - nie lubię kreacji bohaterów w tej części. Nie cierpię wręcz Lestata - wydaje mi się on całkowicie oderwany od książkowej wersji. I wyglądowo i zachowaniem.
Raz - długość włosów. I uczesanie. Może i mógłby iść do fryzjera i kazać zrobić sobie fryzurę, ale cokolwiek zrobi, jakkolwiek je uczesze i skróci - później i tak odrosną. A nikt nie wmówi mi że codziennie Lestat specjalnie czesał się i przycinał włosy.
Lestat z Królowej Potępionych" jest zbyt mało arystokratyczny. Zbyt... ciepły, zarumieniony.
Lestat Anny Rice, Lestat książkowy wygląda i zachowuje się inaczej. Świadczą o tym wszystkie książki jego dotyczące. A nie sądzę, by ktoś kto zajmował się scenariuszem i reżyserią nie miał czasu zajrzeć do tych książek -sądzę że to jedna z pierwszych rzeczy jakie powinien zrobić.
Kwintesencją zachowania Lestata może być scena z "Posiadłości Blackwood" - gdy rozmawiał z starszą panią w jej pokoju.
Sądzę ze aktor którego dobrano jako Lestata nie był odpowiedni - a nawet jeśli już się na niego uparli, mogli lepiej go ucharakteryzować. Więcej alabastrowej bieli, mniej cielistego koloru skóry.
I Wywiad z Wampirem i Królową obejrzałam po tym jak przeczytałam książki - w przypadku Wywiadu byłam zachwycona i grą aktorów i scenerią. W przypadku Królowej przez pół filmu zastanawiałam się kto jest kim, o czym jest film i kiedy się skończy. Niekoniecznie w tej kolejności.

Podobnie postać Mariusza - początkowo w ogóle nie poznałam kto to jest. Na jego widok miałam ochotę krzyczeć "czy ten, kto dobierał aktorów i ten który zajmował się charakteryzacją czytali książki Rice?"
Gdyby to była zwykła opowieść o wampirach - była by do zniesienia. Po prostu "jedna z wielu", oglądam-zapominam-jest-okej. Ale ten film jest oparty na książce i powinien nieć z nią coś więcej wspólnego niż imiona bohaterów i wyrywki fabuły, w dodatku wymieszane i pomylone.

Druga też raczej subiektywna rzecz - Nastrój książek Anny Rice z cyku "Kroniki Wampirze" jest melancholijny, spokojny, budzący w niewielkim stopniu grozę, fascynujący. Ma coś w sobie. W Wywiadzie udało się to wychwycić, umieścić na ekranie to nieuchwytne coś, co po przeczytaniu książki wydawało mi się nie do uchwycenia. "Królowa Potępionych" miała jakiś tam nastrój, może i nawet nastrój smutku i grozy - ale to nie było to, co powinno być. Było.. inaczej, tak jakby to był nie melancholijny, poetycki film, ale jedna z wielu szablonowych opowieści grozy, mdły horror.
Gdybym na to poszła do kina i na to wydała te kilkanaście złotych - sądzę że trzaskałabym drzwiami nie ciszej od Ciebie, Malinko ;)
Podobnie ekranizacja Eragona w niektórych momentach. Było takich kilka chwil, gdy czułam się podobnie jak na "Królowej..." na szczęście nie było aż tak źle. Być może dlatego że choć książkę lubię, uważam ze ma ona też sporo niedociągnięć
i film niektóre z nich załatał. Ale były z dwie-trzy sceny gdy miałam ochotę zgrzytać zębami.
Podobnie Harry Potter - niektóre części ekranizacji wywoływały u mnie zachwyt, niektóre wydawały sie dziwne a niektóre.. no cóż.... DLACZEGO NIE BYŁO ZASŁONKI i takie tam. Niektóre wątki, sposób ich zaprezentowania niezbyt podobał mi się (chociażby w "Czarze ognia" - miałam ochotę płakać, gdy dowiedziałam się, że jednak nie będzie tego fenomenalnego kawałka z niezwykłym przybyciem uczniów innych szkół, płynącego w powietrzu statku, karety zaprzężonej w olbrzymie konie).

Co do komedii - nie obrazicie się, jeśli prawdziwe komedie podam w czasie późniejszym ?^^ Niestety trudno mi jest je sobie przypomnieć - w ostatnich czasach oglądam jedynie anime, od kilku miesięcy mój kontakt z telewizorem/filmami ograniczał się do kilku krótkich razów ;) Więc jak się zastanowię to napiszę ;) (Chyba że anime także zaliczamy do filmów, wtedy tak - lista pełna ;) )
Choć muszę ostrzec - filmy na których płaczę niemal ze śmiechu nie zawsze są tymi, na których śmieją się inni. W wielu przypadkach śmieszą mnie rzeczy które są z lekka makabryczne, zaś gagi i żarty mogą nie wywoływać u mnie żadnej reakcji. Raczej pełen politowania uśmiech - tak jak np. na podobno-bardzo-komediowym "Głupi i Głupszy", "Wakacje Jasia Fasoli" czy "American Pie" który próbowałam oglądnąć kilka razy, jednak bez powodzenia - ani nie rozróżniałam pojedynczych czesci, a to co zapamiętałam zapominałam, ani też nie potrafiłam wytrwać do końca filmu, najczesciej już na poczatku odpływając myślami gdzieś hen-hen daleko. Jesli była by kategoria "płakać z nudów" to ten film idealnie by się do niej nadawał

marmot - 7 Czerwiec 2008, 15:20

Płaczę ze smutku na chyba każdym filmie, w którym umierają albo cierpią zwierzątka. Ale z tego co wiem, to nie jestem w tym odosobniona.

Wyję ze złości na każdym filmie, który jest nakręcony na podstawie książki, a który nie jest wierną adaptacją. Wiem, że czas filmu jest ograniczony, więc nie mówię tu o kręceniu słowo w słowo tego samego co było w książce. Ale u licha ciężkiego! W takim na przykład "Harry Potter i Zakon Feniksa". Primo: chyba w każdej części jak wół jest napisane, że Potter miał mieć rozczochrane włosy. Więc ja się pytam: z jakiej racji go ostrzygli?! Secundo: czemu Harry i Ron brali prezenty spod choinki skoro one pojawiają się na łóżkach? Wrrr. Wiem, że to może głupie i nie ma większego znaczenia, ale takie momenty naprawdę mnie wpieniają.

A ze śmiechu? Hm. Oglądaliście "But Manitu"? Głupia komedia, zdaję sobie z tego sprawę. Ale mnie śmieszy. Za piątym razem tak samo jak za pierwszym.
Poza tym nieśmiertelny "Kevin sam w domu". Film jako film specjalnie mnie nie śmieszy, zwłaszcza, że jak większość znam go na pamięć. Ale jak oglądam go razem z moim bratem i tatą to nie mogę się nie śmiać. Oczywiście głównie z ich reakcji. Rok w rok oglądać ten sam film i ryć się jak norka. Podziwiam. A najgorsze, że to zaraźliwe!

Kuolema - 7 Czerwiec 2008, 23:59

marmot napisał/a:
A ze śmiechu? Hm. Oglądaliście "But Manitu"? Głupia komedia, zdaję sobie z tego sprawę. Ale mnie śmieszy. Za piątym razem tak samo jak za pierwszym.

O, tak tak tak. UWIELBIAM ten film, to jeden z nielicznych, na których się popłakałam ze śmiechu. Niektóre rzeczy były co prawda trochęnaiwnie zrobione, ale nie w sposób głupi, tylko taki rozbrajający, że chcąc nie chcąc się śmiałam. :p

A na filmach płaczę naprawdę baaardzo rzadko (w przeciwieństwie do mojej mamy, która chyba na każdym filmie potrafi płakać xD). O, jednym z takich mocniejszych filmów, na których prawie-że-plakałam był "Labirynt Fauna". Widział ktoś? Jeśli nie, to szczerze polecam, naprawdę dobry film. No, chyba że ktoś ma słabe nerwy... :p Film z elementami fantastyki, wróżkami etc, ale bynajmniej nie przesłodzony. Wręcz przeciwnie, niektóre sceny zwalają z nóg brutalnością.

Pacia - 8 Czerwiec 2008, 00:43

Malinka napisał/a:
Jeśli chodzi o film, podczas którego oglądania płaczę z wściekłości, irytacji i współczucia jest każda część/odcinek/seria "Jasia Fasoli". Jak mi Bóg miły - nienawidzę tego filmu! Tak strasznie mnie irytuje głupota tytułowego bohatera, że za każdym razem już po pierwszych kilku minutach mam ochotę rwać sobie włosy z głowy i maltretować tego, kto mi to każe oglądać.

hmmm.... skąd ja to znam, mam dokładnie takie same odczucia, męczarnie przeżyłam na Jasiu Fasoli ala James Bond, nie pamiętam tytułu, ale wiem jedno już nigdy więcej do kina na film z nim nie pójdę. Zresztą jeśli natknę się na niego w telewizji to też zawsze przełączam na inny kanał.

EDIT: Kumuś jesteś wielka właśnie chodziło mi o film "Johny English"!

Kuolema napisał/a:
O, jednym z takich mocniejszych filmów, na których prawie-że-plakałam był "Labirynt Fauna".

Widziałam... Film zrobił na mnie spore wrażenie, bardzo podobało mi się baśniowo - fantastyczne połączenie z filmem grozy, przeplatanie świata magicznego i ogarniętego wojną. Teraz w kinach leci Sierociniec tego samego zespołu widział może ktoś?

Jeśli chodzi o płakanie ze śmiechu to ostatnio zdarzyło mi się to na filmie Dogma z Alanem Rickmanem w roli archanioła Metatrona - głos Boga (nawiasem mówiąc nie dziwie się dlaczego, akurat on nim został), wiem, że stary, ale dopiero nie dawno do mnie dotarł. Jego kwestie są nie do przebicia, nie mówiąc o tym, że scenarzyści zgrabnie i zabawnie ujęli pare dogmatów Kościoła Katolickiego - np. Jezus był murzynem, apostołów było 13.
http://pl.youtube.com/watch?v=fMOWKAxSPp8 <- uwielbiam tą scene ^^'

Kolejny film, który zrobił na mnie wrażenie, ale jedynie dla fanów, to nakręcony na podstawie książki - Dotknięcie pustki, która zresztą opisuje autentyczne wydarzenia, film Czekając na Joe... Opowiada o wyprawie w Andy, dwóch przyjaciół chce zdobyć dotąd nieosiągalny szczyt Annapurne, udaje im się to jednak zejście okazuje się prawdziwą walką o przeżycie - zamieć, brak gazu i jedzenia, jeden z nich łamie nogę i wpada do szczeliny, drugi myśląc, że zginął wraca do obozu, jednak okazuje się, że wola życia potrafi zdzaiałać cuda. Interesujący jest również sposób nakręcenia filmu, w formie dokumentu, nie ma w nim żadnego dialogu, jest pokazana wspinaczka, a w tle od czasu do czasu pojawiają się komentarze ludzi, którzy uczestniczyli w tej wyprawie.

To na razie tyle może innym razem o wcześniejszej porze, coś jeszcze wpadnie mi do głowy.

Hermiona1991 - 8 Czerwiec 2008, 18:16

Jejku... jest wiele, wiele filmów, które wywołały u mnie płacz, smutek czy straszny śmiech xD
"Kevin sam w domu" i "Kevin sam w nowym Jorku"... ile razy oglądam ten film, ryczę ze śmiechu, naprawdę :lol: Zawsze czekam, kiedy go puszczą w TV, choć wszyscy mówią, ile razy mogą to samo puszczać xD
"Jaś Fasola" - ilekroć go oglądam, a nie widzę go zbyt często, zwijam się ze śmiechu. Choć czasem mnie wnerwia - i to bardzo...
"Titanic" - zawsze się przy nim rozbeczę...Zawsze. No może też w niektórych częściach HP, są takie momenty gdzie ryczę... ;-)
"Jestem sam" - jest taki smutny, że oglądając go, nie wiedziałam co myśleć. O mało bym się popłakała... takie smutne, ale jednocześnie piękne. Zresztą każdy film, który puszczą w TVN, zwłaszcza prawdziwe historie, są dla mnie smutnymi filmami...

Kuma - 8 Czerwiec 2008, 20:12

Na początku brawa dla Al... ^^ *owacje na stojąco* Strasznie krótki Twój post... xDD

Filmy, na których płaczę naprawdę. Z emocji.

Podobnie, jak Mionuś...
- TITANIC - Oglądałam kilka razy i za każdym razem płaczę. Bo to takie niesprawiedliwe, że już prawie był koniec tej całej katastrofy, a Jack musiał akurat zginąć. :/

- OSTATNI SAMURAJ - Caaałą poduszkę miałąm mokrą jak oglądałam. Tylko wciskałam ją sobie do buzi, żeby nie zacząć krzyczeć. Mam słabość do samurajów, a kiedy Katsumoto umierał, po całej walce, kiedy pociski go niemalże rozrywały... nie mogłam po prostu. Strasznie poruszający i fascynujący film.

- MIASTO ANIOłóW - Z Nicolasem Cagem i Meg Ryan. Końcówka jest naprawdę wzruszająca. Poza tym film jest cudowny. Pełen magii, ale również dreszczyku, czy czegoś w tym rodzaju. Bardzo ciekawe. Nawet mojemu tacie się podobało. Nicolas - genialny. Film naprawdę świetny. Polecam. Dramat - proszę przygotować psychikę na straszne zakończenie. :)

Filmy, które doprowadzają mnie do płaczu... z powodu beznadziei.

- JAś FASOLA - Oglądałam ostatnio z klasą "Johnny English". Powiem wam, ze fabuła nie jest zła, ale... te wszystkie pomyłki Johnny'ego, wpadki, głupota - naprawdę doprowadzają mnie do szału. A jak jeszcze oglądaliśmy to wcześniej z młodszą klasą, która kwiczała ze śmiechu byłam gotowa do opuszczenia klasy. Mnie ta głupota jakoś nie śmieszy...:/

Hella - 9 Czerwiec 2008, 16:24

Al napisał/a:
Nie wiem czy znajdą się gdzieś na forum fani japońskiej wersji "Ring".


Tylko takiej, na amerykańską reaguję mdłościami.

Al napisał/a:
Natomiast "Królowa Potępionych" to pomyłka. Żart.
Jestem absolutnym przeciwnikiem tego filmy. ABSOLUTNYM.


Amen. Chyba żaden fan twórczości Anne Rice nie jest w stanie oglądać tego filmu bez uczucia obrzydzenia. Filmy na podstawie Rowling też budzą we mnie mieszane uczucia. Nie z powodu pominięcia jakiejś sceny, ale z powodu spłycenia wymowy książek i ugrzecznienia panującej w nich mrocznej atmosfery. Ale mimo wszystko przyjemnie się je ogląda. Ach, no i dzięki filmom przekonałam mojego prawie trzydziestoletniego chłopaka do Harry'ego. :-D

Al napisał/a:
Choć muszę ostrzec - filmy na których płaczę niemal ze śmiechu nie zawsze są tymi, na których śmieją się inni. W wielu przypadkach śmieszą mnie rzeczy które są z lekka makabryczne, zaś gagi i żarty mogą nie wywoływać u mnie żadnej reakcji. Raczej pełen politowania uśmiech - tak jak np. na podobno-bardzo-komediowym "Głupi i Głupszy", "Wakacje Jasia Fasoli" czy "American Pie" który próbowałam oglądnąć kilka razy, jednak bez powodzenia - ani nie rozróżniałam pojedynczych czesci, a to co zapamiętałam zapominałam, ani też nie potrafiłam wytrwać do końca filmu, najczesciej już na poczatku odpływając myślami gdzieś hen-hen daleko. Jesli była by kategoria "płakać z nudów" to ten film idealnie by się do niej nadawał


To jest rodzaj filmów, na których wasza Hella nie tyle płacze, co wyje z nudów i irytacji.

Kuolema napisał/a:
O, jednym z takich mocniejszych filmów, na których prawie-że-plakałam był "Labirynt Fauna". Widział ktoś?


Nie uważam tego filmu za mocny, ale fakt - to majstersztyk. Polecam też "Sierociniec" tego samego reżysera.

Pacia napisał/a:
Jeśli chodzi o płakanie ze śmiechu to ostatnio zdarzyło mi się to na filmie Dogma z Alanem Rickmanem w roli archanioła Metatrona - głos Boga (nawiasem mówiąc nie dziwie się dlaczego, akurat on nim został), wiem, że stary, ale dopiero nie dawno do mnie dotarł. Jego kwestie są nie do przebicia, nie mówiąc o tym, że scenarzyści zgrabnie i zabawnie ujęli pare dogmatów Kościoła Katolickiego - np. Jezus był murzynem, apostołów było 13.


Ja płaczę ze śmiechu na każdym filmie Kevina Smitha, zwłaszcza na "Sprzedawcach" - nie do zapomnienia są motywy typu Troll-Majtol, erotyka międzygatunkowa itd. :lol: A "Dogma" faktycznie mocno kwikogenna.

Kuma napisał/a:
MIASTO ANIOłóW - Z Nicolasem Cagem i Meg Ryan.


Kumuś, to tylko komercyjna podróbka "Nieba nad Berlinem" Wima Wendersa - na tym to dopiero popłakać sobie można.

Skoro o filmach, które mnie irytują do łez, napisała już Al, to dodam tylko, że są to przede wszystkim różnego rodzaju filmy głupie.

Bardzo rzadko płaczę na filmach. Właściwie to łzy wyciska ze mnie tylko Lars von Trier. Kto obejrzy "Przełamując fale" lub "Tańcząc w ciemnościach" i nie znudzi się w połowie, ten zrozumie. To bardzo ciężkie kino. Pozostawia w widzu poczucie rozpaczy i beznadziei. Nie potrafię nie płakać przy scenie egzekucji Selmy lub pogrzebu Bess. Al, polecam - myślę, że to trafi w twoją wrażliwość. Tobie też polecam, Malinko, nie wiem tylko, czy nie zbyt wrażliwa z ciebie istotka.

Czasem, jak na kobietę przystało ( ;-) ), pociągam ze wzruszenia noskiem na dobrym romansie. Mój ulubiony to "Cyrulik syberyjski" Nikity Michałkowa - historia nieszczęśliwej miłości carskiego kadeta i Amerykanki, a wszystko na tle malowniczej XIX-wiecznej Rosji - polecam wszystkim. O romans ociera się też "Królowa Margot" - francuski fresk historyczny, łączący opowieść o romansie pięknej królowej z hugenotą z historią krwawej rzezi w noc św. Bartłomieja. Jestem też absolutną i bezkrytyczną fanką kiczowatej estetyki Bollywood. Jeśli jesteście w stanie przekonać się do tego typu wrażliwości, to polecam "Veer - Zara" lub "Jeśli jutra nie będzie" - nawet mojemu chłopakowi łezka się w oku zakręciła.

Jeśli chodzi o płacz ze śmiechu, to nieodmiennie wywołuje go we mnie grupa Monty Python (dorobek filmowy, jak również serial "Latający cyrk Monty Pythona"). Kocham brytyjski - absurdalny, niesmaczny i niezrozumiały dla większości - humor. Poniżej macie mały przykład tego, co potrafią ci panowie, ale ostrzegam - oglądanie grozi głębokim urazem psychicznym i niekontrolowanym rechotem! ;-)
Wilhelm Tell: http://flint.wrzuta.pl/fi...zg/monty_python
Hiszpańska inkwizycja: http://www.smog.pl/wideo/...kiej_inkwizycji
W restauracji: http://www.smog.pl/wideo/...z_w_restauracji
Samoobrona przed świeżymi owocami: http://www.smog.pl/wideo/...wiezych_owocach
Kandydat na prezydenta UE: http://www.smog.pl/wideo/...ropejskiej_2020
Współczesna archeologia: http://www.smog.pl/wideo/...sna_archeologia
Filozofia piłki nożnej: http://www.smog.pl/wideo/...g_monty_pythona
Gangi staruszek: http://www.smog.pl/wideo/710/gangi_staruszek
Dział kłótni: http://hesperies.wrzuta.p...o_dziale_klotni
Alpiniści: http://www.wrzuta.pl/film...z_o_alpinistach

Jest jeszcze jedna perełka - "Nieustraszeni pogromcy wampirów" Romana Polańskiego - polecam wszystkim! Ten komediohorror to historia profesora Abronsiusa i jego pomocnika Alfreda, którzy udają się do Transylwanii w poszukiwaniu wampirów. Cudeńko, zawsze na tym ryczę ze śmiechu jak głupia. To najlepsza komedia, jaką w życiu widziałam.
Tu macie mój ukochany motyw wampira-geja :mrgreen:
http://youtube.com/watch?v=Nkx6vJDvhw8

Nevermind - 11 Czerwiec 2008, 00:12

Monty Python ze śmiechu, Amelia nie ze śmiechu (no co). Itd. Rzadko płaczę dosłownie, także w moim znaczeniu to dokładnie - w najlepszym wypadku - uronić łezkę. Płaczę tylko z beznadziei i wściekłości. Chociaż ostatn io nawet z tego powodu już nie :)
Gabryś - 14 Czerwiec 2008, 18:53

Oh! wzruszyłam się przy "Jasminum" i "Kto nigdy nie żył".
Lecz... kto z was, moje Drogie, oglądał "Mechaniczną Pomarańczę" Kubrika. Lubie tego gościa. Ogółem nie oglądam filmów, a wręcz stronię od kina i TV. A więc dlaczewgo tak bardzo zachwyciła mnie "Pomarańcza" ? Za surrealizm oraz coś pomiędzy smutkiem/śmiechem/grozą/obrzydzeniem. Szczególnie główny bohater i czasy, w których on żyje - to jest warte uwagi. Jego biały strój Psychopatycznego Anarchisty Na Psychotropach pitych z atrapy kobiecej piersi. To mówi samo za siebie, nieprawdaż? Polecam.

Puu - 13 Sierpień 2008, 13:30

Zaczynając od tego że praktycznie na filmach nie płaczę to może podam te które mnie najbardziej wzruszyły, rozśmieszyły itd.

Najbardziej film który zapadł mi w pamięć to "Zielona Mila" oglądałam to 2 razy i za każdym razem prawie płakałam.. niestety filmy nie wzruszają mnie na tyle żeby płakać...

Za to rozśmieszył mnie jeden moment w świetnym filmie na podstawie książki Kinga "Czerwona róża" gdy zombie pochyliło się nad taką kobietą pomachało jej palcem przed twarzą i wydało z siebie dźwięki typu "E,e,e,e" co na nasz przetłumaczając "nie, nie, nie, nie".

A komedia.. na romantycznych zawsze śmieję się z głupoty tych filmów.

Jeśli znów chodzi o horrory to polecam "Dark water" japońska wersja (można się spotkać z amerykańsiką "Fatum" aczkolwiek japońska jest lepsza) jest tam jeden naprawdę strrraszny moment, ale film ma taką atmosferę grozy utrzymaną cały czas.

No i oczywiście "Czerwoną Różę" Kinga o której już wspominałam wcześniej. Również przemocny film. :-)

Zirilla - 13 Sierpień 2008, 17:10

Może to się wydać trochę dziwne, ale filmem przy którym ja się ostatnio popłakałam jest "Upiór w operze" z 2004 roku. Smutna jest zwłaszcza ta scena pod koniec filmu, w której Eryk pozwala odejść Christine i Raoulowi i kiedy zostaje sam zaczyna bawić się pozytywka. To takie smutne. Skrzywdzony mężczyzna, który nigdy nie miał okazji być dzieckiem i dlatego tak naprawdę jets nim do teraz.
Torchę to pokręcone wiem. :-P

emesz - 16 Sierpień 2008, 21:56

Moim numerem jeden już od kilku ładnych lat jest "What dreams may come" z Robinem Williamsem. Film opowiada rodzinie. Mąż (tu gra R. Williams) ginie w wypadku samochodowym i trafia do Nieba. Żona nie mogąc sobie poradzić po jego śmierci popełnia samobójstwo, by móc być z nim. Jednak trafia do Piekła. Film ukazuje wędrówkę Williamsa po świecie zmarłych w poszukiwaniu ukochanej.
Wspaniała fabuła, świetna gra aktorska. Na mnie to zrobiło wrażenie. Poza tym za każdym razem gdy oglądam ten film zachwyca mnie muzyka i kolory. Kolory są bardzo tutaj ważne. Naprawdę niesamowite efekty wizualne. A końcówka - majstersztyk! Płaczę od pierwszej minuty do ostatniej. Za każdym razem. Polecam, warto obejrzeć.

Panic - 20 Sierpień 2008, 14:36

Ech.. do łez to o zdziwko jedynie płakałem, kiedyś przy Power Rangers, ale to było dawno, dawno temu ^^
Zasmuciły mnie "Requiem dla snu" i "Czarna Dalia".
Coś na rozśmieszenie - "Poznaj moich spartan" oraz "Super Hero" ;D
Filmy, które mi się strasznie spodobały to napewn "Jumper".
A straszne "Dark Water" , które oglądałem w towarzystwie Puu i Anyi ;D i "The Eye" oraz "Przebudzenie" było niezłe.. ;D
Tyle.

Wirwanna - 27 Sierpień 2008, 20:11

Płakałam chyba pierwszy raz w życiu ( na filmie) gdy jako chyba 13/14 latka oglądałam Leona Zawodowca. Tak się związałam emocjonalnie z ta postacią, że wpadłam niemal w histerię, gdy umarł. Straszne i niesprawiedliwe, ale ten jego uśmiech na koniec...Ogólnie często ryczę na filmach, bo mnie ujmują sceny, gdzie ktoś ciekawy umiera, pogrzeby itp.
Płakałam w kinie na Powrocie Króla- nie dlatego, że był smutny, ale dlatego, że to była ostatnia część, a jestem fanatyczką serii.
Wywiad z Wampirem ujął nie za serce od pierwszych scen i niemal w całości popieram wywód poprzedniczki w tym temacie- Wywiad to arcydzieło, Królowa- pośmiewisko.

Filmów wyciskających łzy jest wiele, ale ostatnio zapadły mi w pamięci dwa. Nigdy w życiu o nich nie zapomnę. To krótkie produkcje, zrealizowane przez młodego reżysera z Nowej Zelandii Camerona Duncana. Są to DFK6498 i Strike Zone. Polecam dosłownie wszystkim. Są niesamowite (biorąc pod uwagę młody wiek chłopaka), a jego historia smutna, warta pamięci. Chłopak o dużym talencie, zachorował na raka, bardzo poważnego, miał przerzuty do płuc. Zupełnie przypadkowo skontaktował się z nim Peter, reżyser LotR i umożliwił mu nagranie tych filmów, w których opowiada o chorobie i miłości do sportu. Dwa miesiące później Duncan umarł, mając w 2003 roku , zaledwie 17 lat. Polecam obejrzeć.
http://pl.youtube.com/watch?v=FBlgSeYktB8 DFK6498

http://pl.youtube.com/watch?v=hCgVf4-1k6w Strike Zone

A to piosenka finałowa Powrotu Króla , napisana z myślą o Duncanie (piosenkarka wyznała w wywiadzie, że zainspirował ją do piosenki, i będzie ona dla niej już zawsze pomnikiem Duncana)

http://pl.youtube.com/wat...feature=related

Hermiona1991 - 27 Sierpień 2008, 21:59

Hmm... ja zdałam sobie sprawę, że ostatnio beczę nad każdym filmem... Nie wiem dlaczego... może po prostu stałam się bardzo wrażliwa... może nawet za bardzo xD
Popłakałam się na "Harrym Potterze"... Ciekawe, prawda? Wystarczą jakieś smutne sceny, a już łzy mi się zbierają.
"Władca Pierścieni" - to samo. Ta opowieść jest po prostu taka piękna, że nie wytrzymałam. Choć nigdy, no może czasem uroniłam łzę.
Ostatnio ciągle ryczę przy bajce... przy BAJCE! Przy mojej kochanej "Sailor Moon". Moja mama widząc mnie płaczącą przy bajce, zrobiła ze mnie małe dziecko... :lol:

Nahasz Karooa - 12 Wrzesień 2008, 23:07

Armageddon. Tyle wiem na bank.
Sporo jest filmów, na których się wzruszam, ale w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć żadnego. Ale z pewnością nie ryczę na komediach romantycznych. To musi być coś dramatycznego.

gosia28 - 14 Wrzesień 2008, 14:25

Jednym z filmów, który mnie wzruszył był "Titanic". Ta cała tragedia tych ludzi...
Tyle zginęło... Niektórzy niepotrzebnie. No i jeszcze wątek Jacka.

Już nie pisze, bo zaraz się porycze...

el Murciélago - 12 Listopad 2008, 21:11

A mnie wzrusza do łez musical o tytule "The Rocky Horror Picture show", który jest parodią najtandetniejszych wątków horroru i starych filmów takich jak King Kong, Frankenstein, Dzień w którym ziemia zamarzła - i jest po prostu fenomenalny! Wzrusza mnie do łez też dlatego, że przez długi czas był grany na deskach Teatru Rozrywki w Chorzowie, i został z powodu wygaśnięcia licencji zdjęty z afisza, a ja chadzałam nań namiętnie i teraz za każdym razem gdy go oglądam płaczę zarówno ze śmiechu jak i żalu, wspaniały film, może nie dla wszystkich, ale dla kinomanów, wyborny kąsek, szczególnie gdy zauważają te subtelne aluzje i nawiązania, prawdziwy "smaczek", mniam, mniam.
Kuma - 18 Listopad 2008, 14:33

A Kuma ma noooooooowy ulubiony serial! *werble* Przedstawiam Wam Hannę Montannę! xDDD

Normalnie boski jest. Tak inteligentny, zabawny, ambitny, a Miley Cyrus jest taka och i ah! *____*

A na poważnie? Ee... Oglądam co niedzielę, przed wyjściem do kościoła (wiecie, jak się szykuję do wyjścia), bo po prostu, no, nie trzeba myśleć oglądając Hannę. Wystarczy usiąść, wyluzować się i oglądać. A później płakać nad inteligencją jej brata, przyjaciółki i w ogóle wszystkich dookoła. Sytuacji nie ratuje nawet jej super-ojciec, którego żarty są płaskie jak Keira Knightley.
Ogólnie sam pomysł na ten serial uważam za udany. No wiecie, dla młodszej widowni siedzącej cały dzień przed ZigZapem, DisneyChannelem czy Cartonem. -.-' Niby serial porusza jakieś tam problemy ludzi młodych, ale uważam, że film jest zrobiony w tak denny sposób, a humor jest tak prosty i taki... amerykański, ze po prostu... żal. Jednakże dla relaksu oglądam. xDDDD

unbelievable - 18 Listopad 2008, 14:54

Filmy, które doprowadzają mnie do łez? O, jest ich mnóstwo. Zwłaszcza jak mam skrajne humory.
1) Zielona Mila. Już w innym temacie pisałam o tym filmie, ale nie zaszkodzi się powtórzyć. Opowiada o wielkoludzie posądzonym o gwałt i morderstwo dwóch małych dziewczynek. Zostaje skazany na śmierć, mimo że ma nadprzyrodzone zdolności i potrafii leczyć, to czego zwykła medycyna nie jest w stanie. Trafia do więzienia, w którym jest również prawdziwy morderca. Egzekucja zostaje wykonana. Później mamy przeskok w czasie - zwykle od tego fragmentu ryczę jak głupia.
2) Uwolnić Orkę. Nie pamiętam już dokładnie tego filmu, bo to był mój ulubiony, gdy byłam młodsza. Zawsze płaczę na jednym fragmencie pierwszej części tego filmu. Jak uwalniają orkę, o. A w drugiej fragmentów jest więcej. Może za łatwo się rozklejam, ale te filmy - mimo że dobrze się kończą, są wzruszające.
3). Katyń. Owszem, wzruszył mnie ten film - pojęcia nie mam dlaczego. Konkretnie fragment, gdy pisał pamiętnik jadąc na śmierć, gdy jego żona powiedziała: On jest częścią mnie, a żadna moja część nie umarła podczas gdy jej mąż już nie żył. I ten fragment, gdy ona się o tym dowiaduje...
4) Tylko dla najlepszych. Mój ukochany film. Ma tyle lat, co ja ^^ ('93). Ogólnie to nie jest stworzony po to, by wzruszać. Zawsze ryczę na fragmencie, gdy jeden z fajniejszych bohaterów ginie. W samym środku filmu -.-

A teraz już te filmy, na których ryczałam ze śmiechu.
1) Mamma Mia. Zasadniczo nic w tym śmiesznego nie było, ale oglądałam go z tłumem ludzi, z których każdy *włącznie ze mną* był tak jakby troszkę pod wpływem. Komentarze, jakie leciały były wprost boskie. I ten motyw, że dziewczyna miała trzech potencjalnych ojców... xD Mwhahaha!
2) Akademia Policyjna. Stare, ale jare, a co! To jest po prostu boskie, jak bacię kocham! Ale przecież nie będę pisać, o czym jest, bo to chyba każdy zna?
3) American Pie. Mwhahaha. I wystarczy za cały komentarz. Motyw z szarlotką... Albo w piątce (chyba) jak podglądali te niby lesbijki... Ogólnie przegięty film ^^
4) Mgła. Ja wiem, że to niby horror. Ale ta końcówka filmu - gdzie zabił trzy osoby, po czym okazało się, że to wojsko ich odnazło mnie po prostu rozśmieszyła. Tak absurdalne, że aż popłakałam się ze śmiechu. Taka moja pierwsza reakcja.
5) Z ust do ust. W razie jakby ktoś nie znał - opowiada o facecie, który najpierw przespał się z babcią, później z córką, a na końcu z wnuczką. Oczywiście w odstępach czasowych około 20 lat. Przegięty film, wyłam na nim prawie cały czas. Polecam xD


un.


EDIT:
No i jak mogłam zapomnieć o 'W rytmie hip hopu'? Ja ostatnio serio nie wiem co się ze mną dzieje. W razie jakby ktoś nie oglądał: film opowiada o dziewcznie kochającej balet. Jej matka ginie w drodze na jej przesłuchanie do szkoły baletowej i dziewczyna jest zmuszona do przeprowadzenia się do innego miasta - do ojca. Zmienia szkołę, otoczenie... Zakochuje się w czarnym chłopaku, który kocha hip hop. Pomaga jej, etc. Koniec końców dziewczyna dostaje się do wymarzonej szkoły dzięki układowi, który wymyślili wspólnie.
Jest to jeden z lepszych filmów jakie oglądałam i myślę, że naprawdę wart polecenia. Kolejny film, na którym się poryczałam. Ale tylko w jednym fragmencie! Jak opowiadała chłopakowi o śmierci mamy. To było takie... przemawiające do człowieka -.-

Lunelle - 18 Grudzień 2008, 20:20

Hmm, jesli chodzi o większość filmów z perspektywy czasowej nie pamiętam na czym płakałam, a na czym się tylko bardzo wzruszyłam ;]
Na 100% plakałam na:
- 'Tajemnicy Brokeback Mountain' - gdy oglądałam po raz pierwszy, wykorzystując fakt, że jestem sama w domu i nikt mi nie przeszkadza ;] Dużo na tym ryczałam, takei głowne rzeczy to: na samym początku, bo Heath nie żyje, a był taki fajny; a od momentu kiedy ostatni raz Ennis i Jack się spotkali to prawie do końca filmu ^^ I po drodze też chyba, tylko nie wiem konkretnei dlaczego ^^'
- Z tego co pamiętam na "List w butelce" [czy jakoś tak] ze Kevinem Costnerem. Z tego co pamiętam, kończy się źle.
- Na "Naruto" - yy... dobra wiem, ze serial i w ogóle... Ogląda ktoś? Płakałam w odcinkach yy... to było gdzieś koło 15, bodajże, jak był Haku. Jego wspomnienia, jego śmierć i śmierć Zabuzy. Dwa odcinki przepłakałam chyba całe.
- Pod koniec "Charlie i fabyrka czekolady" - jak Charlie nie chciał iść z Wonką. No wiem, to akurat dziwne...
- Na "Marzycielu" z Deppem, ale dopiero za 2 razem gdy oglądałam. Za pierwszy uprzedziła mnie koleżanka (z która zresztą widziałam ten film), że jest wzruszający. A jakoś tak mam, że jak ktoś mi wmawia, że film jets takie wzruszający i ryszeli przez cały itd. to ja na nim nie płaczę :/ Tudzież, jak ktoś się gapi (dlatego wolę oglądać sama ^^)
- Na bodajże końcówce "Szkoły uczuć". Nadal nie widziałam tego filmu w całości, bo jest dla mnie maksymalnie wyciskaczołzowo-kiczowaty, ale za pierwszy razem (oglądany od momentu, gdy M. Moore śpiewała) zrobił na mnie wrażenie.
- 'Notting Hill' - awww. Lubię. Płakałam bo myślałam, że już nie będą razem. Wyjątkowo to było naiwne z mojej strony.
- Wspominany już wczesniej "Upiór z opery" [2004] - Gdy Upiór ją hm.. uwolnił. Borze lesisty, wolałabym Upiora. Ten Hrabia (czy kimkolwiek on by nei był) był beznadziejny...

Wzruszyłam się też na "Drakuli" z Oldmanem i "Wiernym ogrodniku" z Fiennesem oraz "Wichrowych wzgórzach" też z nim ^^ [oraz zapewnie na tonei innych filmów, których tytułów w tej chwili nie pamiętam].

Ha. Na początku (jak były napisy początkowe) HP 5 miałam łzy w oczach, wiedząc, że Syriusz tu zginie (aww... Moja ulubiona postać, mniej więcej na równi z Severusem). Ale potem... Na DVD ten film jest nawet fajny, ale gdy oglądałam go w kinie (z kolezanka, która też czytała ksiązkę) to byłya masakra. Prawie cały czas komentowałusmy, coś w stylu "Ale to durne, jak mogli wyciąć tyle, no nie, to bez sensu, ludzie bez czytania w ogóle nie zrozumieją o co chodzi... I gdzie Zasłonka?! I czemu Dumbel mówi w filmei na końcu 3 zdania, jak w książe gadali prawie cały rozdział?!" Generalnei scena śmierci Syriusza w filmie to była dla mnie porażka. A wcześniej - cudowne latanie ciemnej i jasnej strony bez mioteł. Czy to nie miało się pojawić przypadkiem w 7 tomie? xD

Z filmów, na których płakałam ze śmiecu w tej chwili nic do głowy mi nie przychodzi, ale później na pewno uzupełnię :)

linka - 19 Grudzień 2008, 22:52

Ohh...niewiele mi trzeba żeby uronić łzy. Filmy na których pamiętam (bo jest ich zapewne więcej), że płakałam to: "Armagedon", "Miasto aniołów", "Titanic", "Uwierz w ducha", ostatnio lecąca "Filadelfia" i nie do pobicia "Zielona mila". Na tym ostatnim filmie, to po prostu wypłakałam się chyba za cały rok. Pamiętam, że nie mogłam przestać wtedy płakać, a rano obudziłam się z tak zapuchniętymi oczami, że miałam ograniczone pole widzenia. Ten film obejrzałam tylko jeden, jedyny raz.
Jeśli chodzi o komedie i śmianie się na filmach to ciężko mi coś wymienić. Jak mam dobry dzień i dobre towarzystwo do oglądania, to potrafię się śmiać ze wszystkiego. Kiedyś gdy oglądałam "Uwierz w ducha" z kolegami, to żeby nie wycierać się w rękaw siedziałam już przygotowana z chusteczkami. Jednak w takim towarzystwie gdy zbliżał się już koniec filmu to użyłam te chusteczki do wycierania łez ale ze śmiechu. Mimo moich starań utrzymania chociaż trochę powagi. Najwięcej to w sumie się naśmieje zazwyczaj z bajek jak "Epoka lodowcowa", "Shrek" itp. Teraz żadna komedia jaką mogłabym wymienić nie wpada mi do głowy. No cóż...skleroza zaawansowana niestety ;-)

Komandos-94- - 19 Luty 2009, 21:56

Ze śmiechu płakałem przy "Gościach gościach", przy "Krótkim Spięciu" i "Krótkim Spięciu 2".
Ze smutku, to jak byłem jeszcze mały "Krótkie Spięcie 2" (Co ci debile zrobili z Piątym?! T_T), a ostatnio to powstrzymałem się do tego.Miałem "tylko" świeczki w oczach ;]

mam zamiar płakać ze smutku (o ile mi się to uda) przy "Człowieku Przyszłości". Przy ksiązce prawie mi się udało ryczeć jak mały dzieciak. Prawie.

$w!rn!ęt@ - 21 Luty 2009, 00:58

hm...ostatnio bo chyba w czwartek lub coś około tego normalnie pobiłam samą siebie jeszcze nigdy tak nie płakałam na filmie no może raz na 'letter days'...no ale chodzi o film 'kiedy przyjazn zabija' po prostu pierwszy raz ocierałam łzy z policzka a te dalej płyneły...
NeenAsh - 22 Luty 2009, 13:06

Ja zaś kojarzę w tym momencie jedynie "Pamiętnik". Widziałam już go 2 razy i za każdym płakałam na końcu. Tak samo zresztą było z książką. Coś mi też świta, że łezka w oku zakręciła mi się na "Pasji"... i wiem! Jak byłam mała, to na "Królu lwie" płakałam - na scenie śmierci Mufasy.
Więcej tytułów obecnie nie pamiętam :)

Tinulka - 24 Luty 2009, 22:55

Ze śmiechu i głupoty filmu płakałam dziś w kinie na "Zamianie".... Przygłupi film... Łączący w wątkach wszytko co możliwe...
Jako drugi zamieszczam film pt."Mgła" miał być horror okazał się pod koniec dramatem...
Jako rozczulający romans - "Miłość w rytmie Rap" jest to film stary jak świat, ale mogę go oglądać 24/7...
Filmów jest mnóstwo.... Jednak za dużo by je wszystkie spamiętać....

Mirzam22 - 18 Marzec 2009, 23:09

ostatnio popłakałam się na "Hamami - kwiat wiśni". Naprawdę niesamowity, magiczny wzruszający film, a przy okazji kawałek dobrego europejskiego kina. O starości, śmierci i rodzinie, pokazanej w specyficzny sposób. W zasdzie nie był nawet stricte smutny, ale miał w sobie coś... rozczulającego;)

Poza tym zdecydowanie zawsze i wszędzie polecam filmy Petera Zelenki "opowieści o zwyczajnym szaleństwie", "Guzikowcy", "Samotni", "Bracia Karamazov". W ogóle czeskie kino rządzi, kiedy trzeba poprawia humor, a kiedy nie musi, rozbawi jeszcze bardziej;)

Raissa - 29 Marzec 2009, 19:11

Kosmiczne jaja
Gwiezdne jaja
Najbardziej idiotyczne filmy jakie kiedykolwiek widziałam. Gdy człowiek widzi cos takiego, automatycznie wyrywa mu się to w pamieci. Do dzisiaj slysze te okropna piosenke, zwariowac można. Poplakalm się nie tyle co z powodu filmow co pewnych konkretnych scen, niechcacych wyjsc z glowy.
„I pucu, pucu tu I pucu pucu tam..”

slamdog milioner z ulicy – Okrutna, a zarazem wspaniała historia sieroty który staje przed szansom swojego życia w popularnym teleturnieju milionerzy. Człowiek ma wrażenie ze główny bohater miał cale Zycie pod góre. I okazje się ze to Zycie nauczyło go odpowiedzi które dadzą mu lepsza przyszłość.

Łezkę zakręciła mi tez Epoka lodowcowa.
A co do łez ze śmiechu
Wojna domowa – stary dobry serial z czasów gdy nie było mnie jeszcze na świecie

Vampirek - 5 Kwiecień 2009, 03:06

Film, który niezmiennie doprowadza mnie do łez, to "Requiem for a dream", dlatego, że nigdy nie mogę zrozumieć, co ludzie potrafią ze sobą zrobić. Ich koniec mnie przytłoczył.

A ze śmiechu... Mam dziwne poczucie humoru - skojażeniowe (mam bardzo dziwne skojażenia) i przez to śmieję się na wszystkich prawie horrorach w kinie przez cały czas śmiałam się na "The Grudge" i "Oszukać Przeznaczenie" mnie rozbraja. A jeśli chodzi o te tradycyjne do śmiechu, to też skojażeniowo np. "Shrek"

Obłoczek - 5 Kwiecień 2009, 17:11

Ze śmiechu nigdy nie płakałam, a na pewno nie na filmie. Po za tym nie przepadam za komediami. Jak byłam na Jasiu Fasoli to myślałam że umrę z nudów i przeirytowania.
A taki płacz ze smutku czy przejęcie to miałam na trzech filmach:
- Pierwszy to jakiś film którego tytułu nie znam. W sumie taki gniotowaty, o córce co jej się rodzice rozstali, stała sie buntpowniczką i takie tam. Były momenty że naprawdę nie kontrolowałam łez.
- Tajemnica Brokeback mountain. Po prostu najbardziej wzruszający film jaki oglądałam... I gdzieś mam opinie innych na ten temat
- Slumdog milioner z ulicy. Piękne. nic dodać nic ująć.

$w!rn!ęt@ - 5 Kwiecień 2009, 17:55

leciał jakiś czas temu w telewizji kolejny genialny film o dziwo coraz częściej puszczają coś sensownego a było to ' z miłości do dzieci' po prostu nie umiał tam nie płakać szczególnie jak był fragment z chłopcem jak obudził się i poleciał do ogródka żeby odkopać chłopca spod ziemi

wiem też że w tv leciało kilka razy 'ucieczka w milczeniu' za każdym razem to oglądam i za każdym razem mam ochotę płakac...

Panna Anna - 12 Kwiecień 2009, 20:42

Zawszę gdy oglądam "Szkołę uczuć" kręci mi się łza w oku. Bez wyjątków.

Trudno jest powiedzieć, która komedia jest najśmieszniejsza, bo przecież komedie są śmieszne xDD
Przy każdej idzie się uśmiać do łez ^^

Kagome - 12 Kwiecień 2009, 21:20

Rzadko kiedy zdarza mi się płakać na filmach, obojętnie czy melodramatach czy jakich tam innych. Dramaty mnie nie ruszają, właściwie z tego co pamiętam ostatnim filmem na którym płakałam był ostatni smok 1, mam małą słabość do tych stworów. Ostatnio w szkole na religii przez dwie godziny oglądaliśmy Szkołę uczuć, nie czułam niczego, byłam raczej znudzona. Najczęściej smutna robię się oglądając horrory, większość ostatnich, które obejrzałam były dla mnie bardziej smutne niż straszne, chodzi mi np o silent hill. Jednak nawet ja mam swoje słabości, wspomniałam że nie płaczę na filmach najczęściej, cóż to prawda, ale nie do końca, często ryczę oglądając anime xd ale naprawdę musi być smutne, przeryczałam ostatnie odcinki Wolf's Raina a nawet płakałam na Full Moon Wo Sagashite xD
Solarie - 12 Kwiecień 2009, 21:47

Jakby nie patrzeć, ja się tu nie powinnam wypowiadać, bo niezmiennie płaczę chociażby na Królu Lwie. I nieważne, że praktycznie wszystkie kwestie znam na pamięć...
Z pewnością wyciskaczem łez jest dla mnie nieśmiertelny Titanic. Pamiętam jak za pierwszym razem aż się trzęsłam z płaczu, kiedy Jack umarł, a pomoc nadeszła niedługo potem. Gdyby wytrzymał jeszcze chwilę, ach...
Poza tym filmy z Haleyem Joelem Osmentem w roli głównej, tzn. Szósty zmysł (moja ukochana scena, kiedy mówi "I see... dead people"), Podaj dalej czy A.I. Sztuczna inteligencja - dla mnie to arcydzieła.
Pamiętnik to kolejny wyciskacz łez, który uwielbiam.
Wzruszyłam się też na Oszukanej z Jolie. Nie lubię jej, ale tutaj zagrała cudownie. W ogóle ta historia... nie umiem tego wyrazić słowami.
I jej, jeszcze wiele tych filmów było, bo ja płaczę w zasadzie przy wszystkim, ale znowu mnie pamięć zawodzi.
Co do komedii, aktualnie nie przychodzi mi do głowy nic poza Jajami w tropikach. Chociaż tu płakałam raczej z głupoty aktorów i produkcji, a nie dlatego, że mnie on śmieszył.

Pria - 1 Czerwiec 2009, 13:41

Nie jestem jakoś szczególnie wrażliwa, ale jeden film sprawił, że ryczałam przez większość czasu jego trwania a potem przez kolejny tydzień byłam w depresji. Mianowicie Braveheart - waleczne serce. Niesamowita rola Mela Gibsona. Polecam całym sercem ten film. Więcej informacji o nim tu
Inne filmy które mnie bardzo wzruszyły to:
V jak Vendetta. Wspaniała historia, niezwykłe sceny walki. Pod koniec filmu totalnie się rozkleiłam.
Hair Lubię ten film ze względu na hippisowską tematykę, za piosenki (szczególnie kocham ) Koncówka totalnie niespodziewana i wstrząsająca, zmusiła mnie do płaczu.
Jak już jestem przy musicalach to muszę wspomnieć o Moulin Rouge. Wspaniała gra aktorska, wstrząsająca końcówka i wspaniała muzyka. I niesamowite El Tango de Roxanne <3

I nie wiem czy nie zostanę publicznie zlinczowana, ale muszę wam się przyzanać, że nigdy nie dałam rady obejrzeć całego Titanica. Zabierałam się kilkakrotnie za ten film i... nic. Ale może kiedyś... ;)

misiacekxD - 4 Czerwiec 2009, 13:42

Często płaczę na filmach, nawet na tych głupich komediach romantycznych. Ale po pięciu minutach nie pamiętam czemu musiałam lecieć po chusteczkę.
Najbardziej poruszający film, który chyba na zawsze zostanie w pamięci to "Speak" z Kristen Stewart w roli głównej. Niby takich filmów było setki, młoda zgwałcona dziewczyna i jej załamanie, ale jak to Kristen zagrała, zapiera dech w piersiach.
Podobał mi się też "Pamiętnik".

Wyć z rozpaczy miałam ochotę na dwóch ostatnich Bondach. Najgorsze jest to, że uwielbiam tą serię, sama nie wiem dla czego. Ale to co zrobili i jak Craig zagrał tą rolę woła pomstę do nieba...

Ze śmiechu mogę płakać praktycznie przy każdym odcinku House`a :D Wiem, że to nie jest film pełnometrażowy, ale jakoś nic innego nie przychodzi mi do głowy. A teksty doktora są po prostu genialne :D

$w!rn!ęt@ - 4 Czerwiec 2009, 23:31

taa speak z kristen jest niesamowity oglądałam go dwa razy i mogłabym jeszcze kilka

ja własnie przed chwilą skończyłam oglądać a time for dancing...film jest cudowny normalnie nie moge sie zbytnio pozbierac, chociaz moze nei z samych łez ale z ogólnego uczucia który zawsze mi towarzyszy po dobrym dramacie.
jakby ktoś chciał obejrzec filmik u góty to dołączam link
http://hityfilmowe.com/vi...or-pl,1707.html

Kibira - 23 Lipiec 2009, 13:15

Filmów, na których ryczałam jak bóbr jest kilka, ale takie najważniejsze to Waleczne Serce, Szkoła Uczuć i oczywiście Titanic, ale tak szczerze to wzruszyłam się nawet na I Epoce Lodowcowej :)

Ze śmiechu wyłam na wielu komediach, ale moimi ulubionymi są komedie polskie np. z M. Sztuhrem - Poranek Kojota, Chłopki Nie Płaczą i B. Szycem - E=mc2, Vinci.

Ze złości/frustracji płakać mogę np na Strasznym Filmie - moim zdaniem to najgłębsze dno jakie ktokolwiek kiedykolwiek wymyślił, robie się agresywna, jak o nim słysze, a co dopiero jak mam to oglądać.

Marvela - 25 Sierpień 2009, 20:49

Chyba nigdy nie popłakałam się ze smutku przy żadnym filmie, książce, piosence, wierszu, obrazie... No, niczym. Owszem, są momenty, że mnie ściska za serce (np. Tajemnica Brokeback Mountain), ale to tyle.
Ze śmiechu "płaczę" strasznie często. Ja nie umiem opanować mojego ataku głupawki, to straszne :D.
Moje ulubione komedie to np. Bruce Wszechmogąc, czy Kłamca Kłamca. Obydwie z Jimem Carreyem <3 (chociaż zdarza mu się zagrać w żenujących komediach)

Bazia - 28 Sierpień 2009, 17:49

Ostatnio popłakałam się na Tajemnicach Brokeback Mountain. Ze wzruszenia, a to sie zdarza baardzo rzadko. Ze śmiechu, ani ze złości wogóle sobie nie przypominam żebym kiedykolwiek uroniła chociaż łzę. Chybanie jestem zbyt wrażliwa.. ;pp
sylwiaxD - 6 Wrzesień 2009, 18:03

Hm ja nie jestem typem wrażliwca. Śmierć mnie nie wzrusza- zazwyczaj. Płakałam na filmie "Szkoła uczuć" z Mandy Moore i to by było na tyle. Ah i jeszcze Titanic.
Jak oglądam film, gdzie facet ginie z miłości do ojczyzny też nie płaczę.
Jak oglądam film gdzie matka traci dziecko- płaczę (oile jest dobrze zrobiony).

Nie płaczę ze śmiechu, raczej nie mogę złapać tchu i to na dość głupim humorze. Dajmy na to był jakiś film (nie pamiętam tytułu) i facet porwał jakiś ludzi aby zrobić jakąś grupę czy coś. Był test i każdemu kazał stanąćna płocie i przywiązał i do genitaliów pustaka na sznurku, musięli to upuścić na ziemię. Puścili ipech chciał, że jednemu pustak wpadł do studzienki, czy czegoś tam... AŁA.

Straszny film: tak to jest śmieszne. ZwłaszczA ten gostek z kurczakiem- FUJ.

Seiridis - 30 Wrzesień 2009, 16:39

Hm...

Więc na początku powiem, że jako osoba dość optymistyczna często płaczę ze śmiechu, lub ze smutku. Ale cóż poradzić? Po prostu jestem uczuciowa. Choć mówią mi, że jestem zimna o.O

Wzruszył mnie film biograficzny - o życiu Popiełuszki. To naprawdę jest film,k tóy warto obejrzeć, ze względu na jego wartość. Łezka mi z oka poleciała

Oczywiście Władca Pierścieni budził we mnie niekontrolowane dreszcze, takie jak się ma na emocjonującym filmie. Wszystkie był po prostu cudne. Te efekty...

Titanica oglądałam chyba ze trzy razy. Ach, cóż za film... Na zmianę szczerzyłąm się, wzdychałam, lub płakałam. Szczególnie na końcu to ostatnie.

Armagedon zdecydowanie mi się podobał. I fajni aktorzy i film ładnie zrobiony. W napięciu czekałam do samego końca.

Nowe Batmany równieź wywołały u mnie dreszcz. Tak cudnie zrobione... I jakaś fabuła była. Nie to, co te stare miernoty. Na nich dla odmiany usypiałam.

Śmieję się na Madagaskarze 1 i 2; Shreku (xD) 1,2,3; Obłędnym rycerzu xDD

Ogólnie ciągnie mnie albo do filmów akcji, albo fantasy, albo komedii.
I nawet Twilight obejrzałam ._.

Z komedii... tak to jest, że jak człowiek chce sobie coś przypomnieć, to nijak mu nie idzie;<
Jaś Fasola to zdecydowana porażka. Wkurza mnie ten film.

Ach! Wiem! Komdie... xD

Więc zdecydowanie każda z Eddym Murphym; z aktorem, który grał w Szklanką po Łapkach;

Oczywiście również Faceci w Czerni zaliczeni i wyhahani xD
I jak sobie coś przypomnę, to dam znać X)


EDIT:

ach! i oczywiście kevin sam w... xD

Alexsandra - 2 Październik 2009, 23:31

Jak koleżanka wyżej, jestem osobą uczuciową. Doprowadzić mnie do łez nie jest tak trudno. do tej pory pamiętam, jak leciała wieczorynka w telewizji i popłakałam się oglądają ją. Każda smutna scena potrafi doprowadzić mnie do łez. Nie ma to znaczenia, czy rozgrywa się przede mną, w mojej głowie, czy może też oglądam film, czy czytam ksiażkę.
Ale to nie wszystko. Kiedy zaczynam się śmiać, automatycznie płaczę, przez co wszyscy naokoło zaczynają się jeszcze bardziej śmiać(tym razem ze mnie). Nie preszkadza mi to. domyślam się, że to musi zabawnie wygladać, gdy ktoś się śmieje, leżąc na podłodze, a po twarzy ciurkiem spływają mu łzy.

Lunna - 7 Październik 2009, 13:43

Jak już ktoś wyżej napisał But Manitu i Gwiezdne jaja z tymi samymi aktorami. Ile razy bym tego nie oglądała śmieszy mnie tak samo.
Jako wielka fanka Bollywoodu, napiszę oczywiście o Czasem słońce czasem deszcz. Puszczam to sobie jak mam doła.
Wszystkie filmy Tarantino. Szczególnie Pulp Fiction i From dusk fill dawn. Może nie jakoś specjalnie zabawne ale dla mnie genialne, ze względu na specyficzny humor Quentina. Radzę obejrzeń oryginalną wersję, można znaleźć tam kilka smaczków, które pominięto w tłumaczeniu.
Filmy, które zapadły mi w pamięć jako godne obejrzenia to Forrest Gump (jakżeby inaczej), Jestem sam, Fight Club, R-Point, Philadelfia i Frida. Jest tego oczywiście o wiele, wiele więcej ale w tym momencie nie pamiętam reszty.
Z najbardziej dobijających, i najmocniejszych, po których siedzi się kilka godzin w otępieniu to Wyśnione życie aniołów, Requiem for a dream, La Strada, Lilja 4-ever, Za wszelką cenę, Tańcząc w ciemnościach i 21 gramów. Nie radzę ich oglądać gdy ma się doła (chyba, że jest się masochistą). To dzieła, których nienawidzi się za względu na humor w jaki cię wprawiają i kocha bo są świetne, genialne i pełne refleksji.
Zawsze, ile razy bym tego nie oglądała płaczę na A.I. Sztuczna inteligencja. Chusteczek zaczyna brakować mi już od 30 minuty filmu a jego 75% oglądam przez załzawione oczy.
I nieśmiertelny Król Lew.
Poza tym płaczę na każdym gdzie umiera zwierzątko. I o ile nie wzrusza mnie śmierć ludzi ani nawet dzieci/noworodków, gdy cierpi jakiś staruszek robi mi się źle. Była kiedyś taka reklama, gdzie syn nie miał czasu dla ojca i potem on wylądował w szpitalu. Nie mogłam jej potem oglądać.
I gorąco polecam anime Grobowiec Świetlików. Ten film można pokazać rodzicom jeśli dalej uważają, że anime to głupie chińskie bajki.

Thomas - 24 Październik 2009, 15:51

Pierwszy i jedyny raz popłakałam się na filmie oglądając "Zieloną milę". Za każdym razem, gdy wracam do tego filmu-płaczę jak dziecko. Żaden inny film nie wzruszył mnie aż tak, jak ten. Owszem, czasem, zakręci się łezka w oku oglądając 'Titanica", albo "Szkołę Uczuć". Jednak to nie to samo. Jakoś oglądając te filmy, mam nieodparte wrażenie, że są zrobione właśnie po to, żeby poleciały na nich łzy. W jakiś dziwny sposób mnie to odpycha, i mimo wzruszenia, nie potrafię płakać.
Shaila - 24 Październik 2009, 18:24

Ja nigdy nie potrafie się powstrzymać i płacze nawet jak coś nie jest takie bardzo wzruszające. Ale filmy na których zawsze płacze to:
"Dom latającysz sztyletów"
"4 bracia"
"Leon zawodowiec"

Moríen - 31 Październik 2009, 10:49

Ja ryczę nad większością filmów. Dlatego wymienię te najlepsze:
Yossi&Jagger - historia dwóch izraelskich żołnierzy. Jak ktoś nie płacze pod koniec to ma serce z kamienia.
Un Amour a Taire - Francja IIWŚ. Też jedna ze scen końcowych. Napisałbym co się tam dzieje, ale nie chcę spojlerować.
Hanging Garden
Plata Quemada.

Kuma - 31 Październik 2009, 21:40

A ja płaczę na Tajemnicy Brokeback Mountain. Chyba nie muszę mówić, w którym momencie? :(

Poza tym:
- Gladiator - oglądałam 6 razy i za każdym razem płakałam
- Ostatni samuraj
- Snow Cake

lobogirl - 1 Listopad 2009, 18:11

A ja płaczę na wszystkim. Serio. Na zajęciach z historii filmu nikt nie chce koło mnie siedziec, bo zużywam wszystkim husteczki.
To dziwne, bo jestem bardzo nieemocjonalną osobą i zwykle wszystkie żewne, ckliwie historie czy dramaty komentuje dosc złośliwym "zdarza się. I co?". A na filmach to jakby kanaliki łzowe sobie nadrabiały zaległości. Dosyc to uprzykrzające. Dlatego do kina chodze sama. Ostatnio płakałam na Transformersach jak Optimus umierał.

zurek456 - 14 Grudzień 2009, 13:08

Ja nie mogę ze śmiechu jak oglądam Kevin sam w domu, albo kevin sam w Nowym Jorku :-D
A na jakim filmie płaczę? hm... Nie ma chyba takiego ;-)

Agee - 14 Grudzień 2009, 13:47

Śmieszy cię Kevin? JESZCZE? xD Mnie może to śmieszyło kiedy widziałąm to po raz pierwszy, drugi... Ale juz setny z pewnością nie jest "śmieszny" :P
Jej polecam Zombieland! xd Naprawdę zarąbiste.

akalle - 14 Grudzień 2009, 14:00

Ja płaczę na wszystkim co ma związek ze zwiezrzętami, nawet na animowanych - np. Król Lew. Popłakałam się na King Kongu (tym z '76), ale najbardziej chyba ryczałam na Godzilli, pamiętam że byłam na tym w kinie z mamą, miałam jakieś 12 lat, to był ostatni raz jak ze mną poszła :-) pod koniec filmu tak płakałam, że nie mogła mnie uspokoić.
Poz tym, to raczej nic mnie nie rusza. Ze śmiechu płaczę tylko na kabaretach i raz zdarzyło mi się w kinie, jak byłam na Ring'u :-)

lobogirl - 14 Grudzień 2009, 14:07

Też płakałam na Godzilli. Ale jak leciała z miesiąc czy dwa temu w tv ;D
Wiem, dziwna jestem.

Agee - 14 Grudzień 2009, 14:11

a teraz Godzilla bedzie znowu bo widziałam zapowiedź :P Ja was ludzie nie rozumiem, co w tych filmach jest, że beczycie xd
lobogirl - 14 Grudzień 2009, 17:02

a chocby to, że wszyscy biorą się za mordowanie jedynego przedstawiciela gatunku! bez powodu! ludzie to okrutne, bezmyślne zwierzęta!
zurek456 - 17 Grudzień 2009, 13:29

Agee napisał/a:
Śmieszy cię Kevin? JESZCZE? xD Mnie może to śmieszyło kiedy widziałąm to po raz pierwszy, drugi... Ale juz setny z pewnością nie jest "śmieszny" :P
Jej polecam Zombieland! xd Naprawdę zarąbiste.


Ja bym mógł oglądać Kevina milion razy i by mi się nie znudził xD

akalle - 18 Grudzień 2009, 00:43

Właśnie! To okropne, pamiętam że wszyscy w kinie cieszyli się jak w koncu ubili biedną godzille. A to tylko przerośnięte zwierze, które starało się przeżyć. Scena na moście jest najbardziej dobijającą sceną jaką w życiu widziałam ;-( i tak, zdaję sobię sprawę, że większość osób pewnie uważa, że mam coś z głową, ale pocieszam się że nie jestem jedyna :-)
artemia - 22 Grudzień 2009, 23:15

Właściwie nie przypominam sobie żadnego filmu, który wywołałby u mnie łzy. Filmy typu "Szkoła uczuć" czy "Titanic" przeżyłam bezboleśnie.

Wiem, że był pewien film, który wywołał we mnie przygnębiające emocje (ale do łez było daleko). Oglądałam go bardzo dawno temu i nie kojarzę za bardzo tytułu, ale to brzmiało jakoś w stylu "Honor nade wszystko".

Anya - 22 Grudzień 2009, 23:17

W sumie ja się łatwo wzruszam, ale nie chcę mi się wymieniać tych filmów, na których ryczałam, choć, o dziwo, jest ich mało. Wymienię jeden:
*film dokumentalny o Freddiem Mercurym - nie pamiętam tytułu, leciał kiedyś, pod koniec siedziałam wtulona w poduszkę i starałam się nie ryczeć, co mi średnio wychodziło. a mama się ze mnie śmiała ;< xd

Gumciak - 24 Grudzień 2009, 12:03

Wzruszam się na filmach, których nie lubię. oO Np. gdy zostanę zmuszona do oglądania jakiejś głupiej komedii romantycznej, bo nic innego nie ma w tv, albo mama chce to oglądać, to gdy Michael rzuca Mirindę (piękne imiona obrałam XD) wyobrażam sobie siebie i kogoś tam jeszcze, i zaczynam po prostu ryczeć. O.O
Bajki, bajki i jeszcze raz bajki Disneya doprowadzają mnie do łez.
I wszelkie filmy/reklamy gdzie są niepełnosprawne dzieci. ;<

Podejrzewam, że na HP i insygnia śmierci, jak Fred zostanie zabity będę ryczała jak debil.

Lady Draconia - 25 Grudzień 2009, 12:55

nie płaczę na filmach co prawda ale to nie znaczy że mnie nie ruszają... Dobijają mnie wszystkie filmy o tematyce wojny,obozów zagłady itp. oglądał może ktoś z was film Diabelska wyliczanka? główną rolę gra tam Kirsten Dunst. jak pierwszy raz zobaczyłam ten film,to po prostu nie mogłam ruszyć się z fotela...
madigi - 4 Styczeń 2010, 22:04

Ja z kolei zauważyłam, że potrafię płakać w momentach, które nikogo nie ruszają. Z kolei zostać niewzruszona gdy wszyscy inni toną w smarkach :P Niestety, dzięki mojej niezbyt rozwiniętej pamięci, nie potrafię sobie przypomnieć na jakich filmach płakałam. Jedyne, jakie mi świtają w głowie to Home Alone (nieśmiertelny Kevin i to jego spotkanie na końcu z matką za każdym razem mnie rozbraja :P) i Pearl Harbour. Było kilka przypadków, które doprowadzały mnie do śmiechowych łez, ale nie przytoczę ich teraz z wymienionego powyżej powodu :)
Josephina - 25 Luty 2010, 01:32

Zawsze płaczę przy titanicu. I polecam jeszcze, z innej półki, komedię: "Rrrr kiedy kury miały kły" - niezastąpiona dawka śmiechu. NIeważne ile razy oglądam ten film, zawsze zlewam ^^
amari85 - 2 Marzec 2010, 15:45

Nie będę rozpisywać się nad wszystkimi filmami, które mnie poruszyły na tyle że miałam łzy w oczach. Myślę, że kilka znalazłoby się na pewno.
Ostatnio w moje ręce wpadł film, gdzie chwile z naprawdę dużą dawką humoru mieszały się z innymi, gdzie smutek ściskał serce. Był to ”Gran Torino” Clinta Eastwooda.
Każda wymiana zdań, między głównym bohaterem a jego rodziną czy ojcem Janovichem kończyła się wybuchem niekontrolowanego śmiechu.
Walt to niesympatyczny, burkliwy, złośliwy starszy pan i w dodatku rasista. Mimo tego został moim bohaterem. Cudnie ukazane było zetknięcie się dwóch światów, a co za tym idzie zupełnie odmiennych kultur – wietnamskiej i amerykańskiej. Dawno nic tak mnie nie poruszyło i nie rozbawiło. (szczególnie Babcia Sue, jednej z bohaterek :-P )
Ale ”Gran Torino” to przede wszystkim opowieść o tym co w życiu najważniejsze, o przyjaźni, wyznawanych wartościach, wzajemnej tolerancji i o tym że czasami dobrze jest mieć drugą szansę. Opowiada historię człowieka który całe życie nosił w sobie tajemnicę, coś czego nigdy nie mógł sobie wybaczyć. Człowieka który wiele przeżył. Człowieka który szuka spokoju.
Płakać na tym filmie miałam ochotę z jednego jeszcze powodu: ze złości, irytacji.
Sama często narzekam na własną rodzinkę, ale rodzina Walta przechodzi ludzkie pojęcie. Syn świadomy tego że ojciec jest nim rozczarowany, nie poświęcający mu zbyt wiele czasu, wnuki które czekają tylko na śmierć dziadka. Nie, nie, nie – i jeszcze raz nie. Wszystko mogę znieść – brak czasu, własne problemy, niezrozumienie – ale taka bezduszność i obojętność? Nigdy w życiu. Ale więcej opowiadać nie będę. Kto chce obejrzy. Moim skromnym zdaniem warto. Chociaż wiem że nie każdemu ten rodzaj filmu przypadnie do gustu.


Co do ”Rrrr. Kiedy kury miały kły” to fakt – cudeńko. Moja młodsza siostra obejrzała ten film milion razy, dialogi przejęła cała rodzinka. A to poniżej to przynajmniej dla mnie klasyk.
”- zaraz będzie ciemno”
”- zamknij się”
Niby głupia wymiana zdań, a jak cieszy w filmie :-P

To by było na razie na tyle. Ale znając życie, jeszcze tu wrócę :-D

Stille - 7 Marzec 2010, 23:21

Mnie strasznie wzruszył "Wywiad z wampirem". Ten cały smutek i beznadziejność istnienia zawarte w opowieści Louisa, który chciał żyć, ale nie takim kosztem.

Ryczałam jak głupia kiedy w "Zakonie feniksa" umarł Syriusz. Całkiem się tego nie spodziewałam (tak, tak, książkę przeczytałam dopiero po obejrzeniu filmu..). I jeszcze (niesiona falą smutku po jego starcie xD) płakałam, kiedy Voldemort opętał Harrego i zaczęli "rozmawiać". Zacytuję:
"-Taki słaby, taki delikatny. Spójrz na mnie...
-To Ty jesteś słaby. I nigdy się nie dowiesz, co to miłość albo przyjaźń. I wiesz? Wiesz, że nawet mi się wyżal."
Tej wymiany zadań akurat w książce nie było... a szkoda.



Za to, myślałam, że umrę ze śmiechu, kiedy oglądałam Sherlocka Holmesa... Dialogi między nim, a Watsonem to po prostu istne cudo. :)

Kuma - 20 Marzec 2010, 21:26

Stille napisał/a:
płakałam, kiedy Voldemort opętał Harrego i zaczęli "rozmawiać". Zacytuję:
"-Taki słaby, taki delikatny. Spójrz na mnie...
-To Ty jesteś słaby. I nigdy się nie dowiesz, co to miłość albo przyjaźń. I wiesz? Wiesz, że nawet mi się wyżal."
Tej wymiany zadań akurat w książce nie było... a szkoda.

To był jeden z najlepszych momentów w tym filmie. Też ryczałam. ' I w ogóle jak Harry "szalał", że tak się wyrażę. To było w pewien sposób straszne i fascynujące, i tak mi było to żal. '

Ja tam ryczę na "Tajemnicy Brokeback Mountain". Za każdym razem. ;( Och, to jest straszne. Wszyscy wiedzą, na jakich scenach, prawda? ^^'
Ostatnio jeszcze ryczałam na... "Wciąż ją kocham", gdy umierał ojciec Johna.
I na "Avatarze". Ale nie pamiętam, kiedy. ' xdd Wiem tylko, że płakałam. xddd

mustatie - 1 Kwiecień 2010, 20:31

Jest szczególny film, w sumie anime, na któym płakałam przez prawie cały czas jest to "Grobowiec świetlików" gorąco polecam, bardzo wzruszająca histora o losach rodzeństwa podczas II wojny światowej, myśle że jest tylko garstka osób, która podczas oglądania tego anime zachowała zimną krew.
Poza tym odkąd byłam mała do dzisiaj płaczę na "Królu Lwie" możecie się smiać, ale jak biedny Simba stracił tatę to w wieku 9 lat było to dla mnie nie lata przeżycie.
Zdarzyło mi się też płakać na romansie wojennym jakim jest "Pearl Harbour" mimo, że grał tam Ben Affleck, którego osobiście nie trafię. Hmm no i podczas oglądania "Notatnika" uroniłam kilka łezek bo akurat miałam gorszy dzień :D

Edit: jak mogłam zapomnieć, jeszcze "The Boys in Striped Pyjamas"najsmutniejszy film jaki w życiu widziłam. O i grał tam nasz Remus, rola dość niewdzięczna ale taka praca.

lulus2 - 4 Kwiecień 2010, 16:44

Często wzruszają mnie jakieś dobre opowiadania, wtedy mogę wyć do księżyca (ze szczęścia, że znalazłam takie dobre i z historii głównych bohaterów)
Na filmach to raczej mało płaczę.
Ostatnio płakałam na "Dziewczyny z drużyny" ale to raczej z bólu bo nienawidzę takich filmów.

Zgadzam się, że ”Rrrr. Kiedy kury miały kły” to cudny film.
Mogę go setki razy obejrzeć, a nadal mi się będzie podobał. Najlepszy tekst z filmu:
"-Adam?
-Jestem.
-Adam?
-...
-Jak zwykle nie ma Adama."
Powala mnie to xd.

Bella_Ju - 4 Kwiecień 2010, 19:35

Ja z zasady mało płacze. Więc jak juz mi sie przydaży to na jakimś filmie to znaczy, że to nie jest przesada ani żadne histerie. Pierwszy film (nie licze dzieciństwa) jaki doprowadził mnie do łez to był "Dom nad jeziorem". Ej ja na prawdę uwieżyłam, że on przejdzie przez ta jezdnie i zginie więc najpierw ryczałam ze smutku a potem ze szczęscia. Uwielbiam duet Sandra&Keanu ^^
A ostatnio obejżałam po raz pierwszy "Miasto aniołów". Nie wiem czemu dopiero teraz bo film ma juz kilka lat ale tak jakoś wyszło. Od początku podejżewałam, że to się źle skonczy ale myślałam, że to on zginie a nie ona! To nie fair, że tyle poświęcił a Bóg zrobił go w...hmmm..ten zrobił go w konia. ;P
Ale już teraz wiem, że jest jeszcze jeden film, na którym na stówe będę płakać. Nie, nie płakać. Będę RYCZEĆ. Mianowicie druga część "Insygni Śmierci"(tak to się odmienia?). Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego? Biedny Sev...kurcze już teraz na samą myśl robi mi się smutno :(

Oh a co sie tyczy płakania ze śmiechu to też było kilka. Nie wiem czy wszystkie sobie przypomne ale spróbuje kilka głownych.
Na "Kosmicznej załodze" wyłam ze śmiechu za każdym razem jak na ekranie pojawiał sie Alna Rickman. Za stanawiałam sie czy on nie może zdjąć choć nba chwile tych macek z głowy.
"Wielkie kino". Film w całości był raczej denny ale jak zobaczyłam Hermione z odsłoniętym brzuchem w zaawansowanej ciąży i z petem w ustach to padłam. Ale juz Potter-Debil był raczej żenujący.
"To właśnie miłośc". Cały film jest boski i moge go oglądać zawsze i wszędzie nie tylko w święta ale dwie sceny zapadły mi w pamięć na zawsze. Oczywiście obydwie z Rickmanem :D Pierwsza jak Harry(Alan) wypytuje swoją pracownice o to jak długo jest już zakochana w swoim koledze z pracy. I druga genialna z kupowaniem łańcuszka dla Mii. Umieram za każdym razem jak to oglądam.
To na razie tyle. Więcej śmiechów nie pamiętam.

angela0102 - 5 Maj 2010, 23:46

Ja rzadko płaczę. Jednak gdy oglądam jakiś film i zobaczę jakąś dramatyczną scenę od razu zaczynam ryczeć. Często płaczę na filmach w , których ktoś umiera lub dochodzi do jakiś wielkich tragedii. Pierwszy film bodajże na którym się popłakałam to chyba "Titanic". Cóż ten typ tak ma. ;)
akai_ame - 7 Maj 2010, 14:49

Ja raczej nie płaczę na filmach, ale "Zielona mila" to wyjątek i nie wstydzę się tego, na "Pearl Harbor" też zdarzyło mi się uronić łezkę, ale chyba najbardziej płakałam, wręcz wyłam na anime "Clannad" i jej drugiej części gdy umierała Nagisa zastawiając swoją malutką córeczkę z ojcem po przejściach. Z tego co pamiętam to poryczałam się też podczas pogrzebu Dumbledore'a (w książce, niestety w filmie nie dali rady tego tak fajnie ukazać)
zancia19 - 11 Maj 2010, 16:16

Ludzie słuchać najlepszy film jaki może byc to taki " Twój na zawsze". Jest on o miłości i pokazuje naturalne życie młodych ludzi. Są tam sceny tragiczne doprawadzają do łez. Główna role gra Robert Pattinson( przystojniak). Nie zwlekajcie z obejrzeniem bo nie warto czekać
anet21ja - 2 Czerwiec 2010, 22:51

Zdarza mi się płakać na filmach , niektóre z nich to:

- Ze wzruszenia:http://hpforum.ok1.pl/templates/DarkMW/images/ranks/icon/icon11.gif

* Armagedon
* Pasja
* Miasto Aniołów

- Za śmiechu:http://hpforum.ok1.pl/images/smiles/icon_smile.gif

* Oskar - z Sylwestrem Stallone Uwielbiam ten film chyba nigdy mi się nie znudzi http://hpforum.ok1.pl/images/smiles/icon_wink.gif

mycat - 4 Czerwiec 2010, 04:36

A ja ostatnio stwierdziłam, że wzruszam się na tych filmach, w których cierpią dzieci. Ostatnio znów zaczęłam oglądać bajki i filmy dla dzieci, bo mam małą siostrzyczkę i strasznie chciało mi się płakać na "Królu Lwie". Albo na "Moście do Terabithii". To było strasznie smutne.=(
mustatie - 4 Czerwiec 2010, 20:37

mycat to w takim razie obejrzyj sobie Chłopca w pasiastej piżamie, nawet ci linka dam, o tutaj , odpal 11 albo 13 wersję, po angielsku jest co prawda, ale myślę, że nie jest ci to straszne. Film bardzo wzruszający... szkoda słów, to trzeba zobaczyć.
Eris - 4 Czerwiec 2010, 22:49

Ano, mustatie masz rację. Film naprawdę świetny i poruszający, tylko łez u mnie nie wywołał - pewnie dlatego, że popsułam sobie efekt - nudziłam się i włączyłam HBO i kurde trafiłam na ostatnie 15 minut. :<
Ale jeśli chodzi o sam temat to chyba nigdy nie płakałam na filmie. Jak płaczę to tylko poprzez przywiązanie do postaci czy, częściej, aktora - np. miałam łzy w oczach, gdy umierał Turpin w 'Sweeney'u Toddzie' (Jezu, nie chcę wiedzieć co się będzie działo ze mną w kinie, jak Sev będzie umierał. Chyba mimo wszystko odpuszczę sobie ten film ^^"). Świetne też było 'V jak Vendetta' - miałam niewiarygodną huśtawkę nastrojów po tym filmie.
Ale poza tym ludzie mają mnie za bezduszną - jest cisza i napięcie w kinie, ktoś właśnie umarł/umiera, a ja wybucham śmiechem. Kiedyś ktoś na mnie pół popcornu wysypał i kazał mi się zamknąć (głupi, niewychowani ludzi). :<
I jeśli chodzi o bajki - kiedyś nie mogłam ścierpieć 'Króla lwa' i 'Tarzana'. Jezu, kilka dni potrafiłam ryczeć po tych filmach.

Vespergold - 4 Czerwiec 2010, 23:13

Ja tam płakałam tak tró na Mustangu z Dzikiej Doliny, E.T. i Raise Your Voice, przy czym na tych dwóch pierwszych będąc w wieku mniej niż 10 lat. W sumie, ja na filmach to bardziej się boję niż płaczę xDXDXDXD

Aktualnie, a konkretniej dzisiaj, oglądnęłam Veronica decides to die i się popłakałam.
Ale to tylko dlatego, że Edłord mnie zauroczył i gapiłam się w ekran szerokimi oczami, bez mrugnięcia xDDDD

mustatie - 5 Czerwiec 2010, 01:46

Hmm Weronika postanawia umrzeć zdecydowanie ma w sobie to coś! Myślałam, ze tylko jak gapiłam się na Edwarda jak kura w malowane jajo:D Przyznam się bez bicia, że książki nie czytałam, więc jak na końcu okazało się, że Weronika nie umrze to też uroniłam łezkę, ale tylko jedną :P
Najbardziej pewnie jak my wszystkie będę płakać jak w drugiej części Insygniów zginie Snape... wezmę ze sobą 20 opakowań chusteczek, już na samą myśl mi się płakać chcę.
Nie do dobra, wdech wydech, ja nie płaczę!

mycat - 5 Czerwiec 2010, 06:18

mustatie, obejrzałam. To było okropne. Nawet ryczeć mi się nie chciało, tylko mnie takie odrętwienie cały czas trzymało. Okropność.

"Weronika postanawia umrzeć" mnie nie wzruszyło, może dlatego że wiedziałam jak się skończy. Ale fakt, coś w sobie ma.

Wcale nie wszyscy będą ryczeć na drugiej części "Insygniów". Ja nie będę, bo nie lubię Snape'a. No chyba że z powodu Freda, to tak:(

NeenAsh - 7 Czerwiec 2010, 15:37

mycat napisał/a:
No chyba że z powodu Freda, to tak:(

Nawet mi nie przypominaj, jak Joaśka mogła mi Bliźniaka zabić, a drugiego okaleczyć?! Moich bliźniaków?! *wdechy* *wydech*

To tak na marginesie...
I po raz kolejny powtórzę, że na "Pamiętniku" płakałam. Jeden z nielicznych filmów, które są tak samo świetne jak książka.
Mówicie, że Weronika fajna? Może w końcu to pooglądam?

Rhea - 17 Czerwiec 2010, 17:04

Dobra, jestem wdzięczna niebiosom za wynalazek pod tytułem- kamera! Oglądam filmy kiedy mogę, dlatego dosyć trudno będzie mi wyszukać jakiś w pamięci. Taki, który faktycznie zrobił na mnie spore wrażenie.
Bardzo, ale to bardzo rzadko płaczę na filmach.
To może najpierw te, przez które miałam emostan: 'Twój na zawsze' - Myślałam, że to kolejna groteskowa komedyjka dla zakochanych. Jednak koniec zbił mnie z nóg, mimo że siedziałam. Kiedy pomyślałam jak wiele rodzin musiało przeżyć to samo to łzy popłynęły same. Kumpele były ze mnie dumne, że w końcu wydusiłam z siebie trochę łez.
Następny to 'Jestem legendą'. Na samo wspomnienie wzdycham. Jeden wielki smutek. I tyle.
'Siedem dusz'... Jeszcze większy smutek. I mnóstwo refleksji. 'Hancock'. Taaa, to ten film o superbohaterze. A ja się wzruszam. Odezwała się we mnie empatia. Zauważcie, że w tych filmach gra Will Smith. A ja go wielbię i gdybym mogła całowałabym mu stopy.
Kolej na komedie! 'Narzeczony mimo woli'. Sandra Bullock się popisała. W ogóle fajnie gra w każdej swojej koemdii. Szkoda, że skończyła karierę. Dalej... Znowu 'Hancock' ;] Film na mnie działa w obydwie strony. 'James Bond'. To nie jest komedia, prawda? Mnie za to ogromnie bawi. Szczególnie ostatnie filmy, gdzie grał Daniel Craig. Przepraszam za wyrażenie, ale żal dupę ściska. Chyba w każdym filmie jest coś zabawnego, więc na każdym można sie pośmiać. I jesli ktoś jest wrażliwy, na kazdym filmie może uronić łezkę. ;)

Puchacz - 28 Czerwiec 2010, 23:41

Zawsze płaczę, gdy oglądam film "Dzień świra". Doprowadza mnie do łez przygnębiająca prawda, którą można dostrzec obok własnego domu... a nawet w nim. Jako pełnoetatowa optymistka... i tak na nim płaczę.
Płakałam również na "American beauty".
I tylko te filmy wywołały u mnie jakiekolwiek łzy.

"Mustang z dzikiej doliny" to naprawdę świetna bajka. ;) Oglądałam ją dość dawno, ale piosenkę "Nigdy nie ulegnę" wciąż śpiewam. Jak już o tym wspomniałam to "Król lew" rozbraja wszystkie pokolenia.

mycat - 29 Czerwiec 2010, 00:32

Na "Dniu Świra", serio? Bo mnie on straaasznie znudził, do tego stopnia, że darowałam sobie ostatnie 10 minut, a bardzo rzadko rezygnuję z dooglądania filmu do końca.
W "Dumie i uprzedzeniu", które oglądałam już chyba z trzeci raz jest jedna scena, która mnie zawsze wzrusza.

lana4444 - 29 Czerwiec 2010, 13:55

A ja ryczę na Harrym, kiesdy umiera mój, Mój, MÓJ Albus ;)

A tak na serio, przy inny? Jest sporo takich, między innymi WSZYSTKIE KOSTIUMÓWIKI, poczynając od Dumy i Uprzedzenia, kończąc na Rozwaznej i Romantycznej, albo Perswazjach...

W zasadzie to ryczę na każdym filmie, w którym ktoś umiera, albo komuś, ktoś umiera, albo gdzie jest Happy End zakochanych - żenada? Nom:P Ale tak już mam :)

JuLiet - 1 Lipiec 2010, 00:10

Ryczę zawsze na 'Titanicu', pomijając ile razy widziałam. Nie wiem, co ze mną nie tak, bo większośsć ludzi film już nudzi, a ja jestem zafascynowana mimo masy rażących błędów w produkcji. I tak ryczę:/
Ryczę na 'Brokeback Mountain' pod koniec filmu. Rozklejam się w momencie, gdy Ennis przytula do siebie koszulę Jacka po jego śmierci.
Ryczę na 'Frozen flowers' - koreańskim dramacie historycznym. Jak on mógł zabić swojego władce, przecież kochali się:/
Ryczę na 'Słodkim listopadzie'... hm, i jeszcze sporo filmów jest, na których rozklejam się, ale nie mogę przypomnieć sobie tytułów. Nie jestem odporna na wyciskacze łez:)

cukierkowa_x - 6 Styczeń 2011, 14:18

Nie lubie płakać na filmach, ale jakoś nigdy mi nie wychodzi. :->
Nawet w horrorze potrafię znaleźć smutny watek. :lol:

W każdym razie.. Standardowo - Titanic. Nie liczę już ile razy go oglądałam. Płacz zaczyna się kiedy rozbijają się o gore lodowa, potem na chwile ustaje i po kilku minutach znów zaczyna. xDD Chociaż potrafię przepłakać wszystko od zderzenia do końca. ^.^ Jestem tak przewrażliwiona przez ten film, ze ryczę nawet na teledysku do My heart will go on.
Poza tym.. Płakałam na Zielonej Mili. Nawet od samego myślenia o John'ie mam łzy w oczach. Ten film strasznie poruszył moje serce i można powiedzieć, ze jakoś związałam sie z głównym bohaterem..
Rycze na większości filmów Disney'a. :lol: Moj brat niedźwiedź, Pocahontas, Mustang z Dzikiej Doliny, Anastazja..
Jak już ktoś wyżej wspomniał - Remember me. Chociaż juz nie lubię Roberta, czasem wracam do tego filmu, by znów popaść w 3-dniowa histerie. Byl/jest przepiękny, pełen uczuć.
Ryczałam na Księciu Półkrwi i zaklinałam reżysera, ze ominął pogrzeb Dumbledore'a. Ryczałam na Insygniach i wcaaaaaaale nie będę ryczeć jak debilka na drugiej części. Wcale. -.-

Fantasmagoria.~ - 6 Styczeń 2011, 14:51

To ja się ludzie może w tym temacie wypowiadać nie będę... ^^"
Jeśli chodzi o płacz ze smutku oczywiście <zaśmiała się>.. Bo ja nie potrafię tak płakać, choćby nie wiem co... Na niektórych scenach w niektórych filmach, tych smutnych odczuwam jakiś tam ucisk w piersi i czuję, że to smutne i wgl, ale łzy mi nie popłyną... Ewentualnie zaszklą mi się oczy, ale popłakać się nie umiem ._.' Może dlatego, że ja filmów na faktach nie lubię i zawsze wiem, że to i tak jest fikcja xD
A ze śmiechu... No cóż, płaczę bardzo często, prawie natychmiast po tym jak tylko zacznę się śmiać xD
Ja mam kiepską pamięć, mało filmów oglądam i wgl, ale ostatnim filmem, który mnie rozbawił tak, że popłakałam się kilka razy ze śmiechu jest mało ambitna i trochę bezsensowna komedia "Dogma" xD Gra tam MÓJ Alan Rickman, ale jego rzadko widziałam w śmiesznej roli, choć ja i z jego ciętego sarkastycznego dowcipu się śmieję xD

A TERAZ UWAGA, SPOJLER!

W Dogmie np rzuca coś takiego:"Jestem megatronem" a gdy laska patrzy na niego nie kapując dodaje:"No nie, co jest z wami ludzie... "Nie widziałem w telewizji to nie wiem",co? Eh... Jestem Głosem Boga."...Ale i tak najbardziej mnie rozśmieszył tekst w tym samym filmie jednego demona do dwóch aniołów,które siedziały na ziemi ale znalazły sposób na dojście do nieba:"Szukają was." a kiedy oni:"Dlaczego?" to tamten demon dodaje:"Wszystkich wkur***. Boga dlatego, że robicie go w konia, a Lucyfera dlatego, że jemu to się nigdy nie udało..." <śmiech> Ten tekst mnie po prostu powala xD

Anti - 3 Luty 2011, 21:56

No dobra.

Jeśli ze śmiechu, to tylko "Dogma". Alan jest tam cudowny, uroczy i nie traci swojego profesorskiego uroku.

Popłakałam się z...eeem... na "Rozważnej i Romantycznej" w chwili, kiedy półkownik Brandon (ALAN) wskakuje na konia i gna... ah... to było cudowne.

Płakałam na "August Rush". Chłopiec obdarzony niesamowitym słuchem i talentem muzycznym staje się kompozytorem. Pochodzi z sierocińca i takie tam. Ogólnie cudowny film, pełen pięknej muzyki. Polecam gorąco.

Kolejnym filmem, na którym płakałam ze wzruszenia to "Filadelfia". Cudowne.

"Brokeback Mountain" - ryczałam całe dwadzieścia minut przed końcem, a później kolejne dziesięć.

Może nie film, ale anime: "Code Geass R2". Suzaku zabija Leloucha, Nanally dowiaduje się, że jej brat był jednak dobry, a moi chłopcy są ze sobą do końca jako przyjaciele...

Płakałam na "Księciu Półkrwi". Wcale nie na momencie, kiedy Dumbledore spadał, to było akurat śmieszne (mam dziwne poczucie humoru, ale przed premierą już przeczytałam "Światło pod wodą" i znienawidziłam starego dropsa. Kiedy spadał, ja się po całym kinie wydzierałam: "Masz za swoje, <niecenzuralne słowo>!". ). Płakałam, kiedy Luna wyciągnęła różdżkę do góry, a potem wszyscy...

Wyszywam aktualnie sobie chusteczkę z napisem : "I <3 Severus Snape!" na ostatnią część. On umiera! Zabić Rowling! On umiera w 3D!!! Osobiście uważam, że siódma część nigdy nie powstała. Co za wariat zabija Snape'a jadem węża i utratą krwi?! HALO?! ON BYŁ MISTRZEM ELIKSIRÓW, SZPIEGIEM DOSKONAŁYM!!! Nie wierzę, że nie miał czegoś przy sobie, co by mu pomogło. I te słowa: "Spójrz na mnie..." do Pottera... pożywka dla snarrystek, także i dla mnie, ale to nie tak miało być... Snape powinien umrzeć z rozmachem, a nie w jakieś zapyziałej chacie. A ta Lily?! OKROPIEŃSTWO! Emmm... chyba się trochę rozpisałam... nieważne.

Ze śmiechu płakałam przy "Another Gay Movie". Głupie, ale... głupie. Nie ma innego słowa, by opisać to, co tam się dzieje.

To chyba wszystko:)

Antisocial S

Pandzik - 11 Luty 2011, 21:30

Ja też płakałam na "Titanicu". Ale bajka, która wzrusza mnie tak samo od lat jest "Król lew" jak Mufasa zostaje zabity i Simba go próbuje podnieść. Płaczę na tym od kiedy tylko mama kupiła mi bajkę na VHS, ale to chyba klasyka u większości. Prawda ? ;P
Kurumi - 19 Luty 2011, 16:59

Ja mam zwyczaj płakania w różnych miejscach filmu, ale zawsze są to DZIWNE miejsca, choć normalne reakcje też miewam.

Płakałam na filmie o tytule "Droga do zatracenia". Nienawidzę sytuacji, w których, gdy już jest dobrze, po tlu przeciwnościach losu, pojawia się jakiś skończony BIP, który wszystko psuje.

"22 kule". O mamo, to był film strasznie traumatyczny. Francuska mafia. A może mafie? Nie wiem, ale myślałam, że nerwowo nie wytrzymam. Płakałam. Traumę mam do dzisiaj.

Płakałam też na "Lilo i Stich". Czy jakoś tak to się pisało... Nie mogłam zrozumieć, jak można zostawić, porzucić własne dzieci... To było dla mnie straszne.

"Raice your voice". Płakałam, bo wyobraziłam sobie siebie w sytuacji głównej bohaterki. Gdyby mój brat zginął... I tu przerwa na potok łez.

Chyba tyle. Przynajmniej te pamiętam, bo płakałam chyba przy połowie filmów i bajek które oglądałam. Mimo wszystko... polecam je.

Lunatyk - 22 Luty 2011, 05:36

Niestety należę do grona nie płaczących osób. Jednak mogę wypisać filmy które zapamiętałam i które mnie wzruszyły.

Zacznę od "Requiem dla snu". Jest to przepiękny i wzruszający film. Koniec zawsze wywołuje u mnie duże emocje. Dodatkowym plusem jest udźwiękowienie. Szczerze polecam.

Drugim filmem, który uważam za godny uwagi jest "W pogoni za szczęściem". To jeden z tych mądrych, pięknych filmów, których nie da się wyrzucić z pamięci.

Trzecim bardzo ważnym dla mnie filmem jest "Zielona Mila". To arcydzieło w każdym calu.

Jeśli zaś chodzi o komedie to bardzo lubię sławne "Amercian Pie", jednak tylko pierwszą i drugą część.
Drugą komedią, która ostatnio wpadła mi w oko jest "Get him to the greek". Przyznaję, że to naprawdę dziwaczny film o bardzo specyficznym poczuciu humoru... Jednak ja bawiłam się na nim wyśmienicie. :mrgreen:
Kolejnym filmem do którego mam duży sentyment jest polska komedia "Chłopaki nie płaczą". Bardzo lubię humor w tym filmie. Jest on naprawdę porządnie zrobiony i mimo że oglądałam go wiele razy dalej potrafi mnie rozbawić.

Co do horrorów to widziałam ich tak wiele, że wyjątkowo trudno zrobić na mnie wrażenie w tym temacie.
Wyjątkowo dobrze wspominam film "Inni". Miał on dobry pomysł, ciekawe wykonanie, tajemnice. Słowem wszystko co potrzeba do dobrego horroru. Może nie jest on szczególnie przerażający, ale na pewno ma coś w sobie i zasługuje na uwagę.
Dobre wrażenie wywarł na mnie też japoński ring. Ciekawy i dobrze wykonany film. Przyznaję, że byłam sporo młodsza gdy go oglądałam, jednakowoż bardzo zapadł mi w pamięć.

Myślę, że ode mnie to tyle.
Pozdrawiam. ;-)

Savara - 12 Kwiecień 2011, 20:04

Cóż, oryginalna to ja nie będe.

Titanic:
Ilekroć to oglądam za każdym razem płaczę.

Ostatni Samuraj:
Oglądałam go kilka razy, ale co dziwne , na początku nie wywoływał we mnie żadnych emocji. Gdy obejrzałam go kolejny raz (bodajże 3) rozpłakałam się. Nadal nie jestem w stanie stwierdzić dlaczego , może jak obejrze go po raz 4 będę mogła sie szerzej wypowiedzieć. :-)

Jeśli chodzi o komedie, to wszystko zależy od tego w jakim towarzystwie je oglądam. Ze świetnymi kolegami nawet najbardziej badziewny film może mi sie wydac arcydziełem, ale taką podstawą są dla mnie : Nie lubię poniedziałku, Sexmisja czy Sami swoi.

Polskiej klasyki nic nie pobije. ;-)

Meteor - 15 Kwiecień 2011, 20:27

Film, na którym popłakałam się? "Człowiek, który płakał" (to chyba taki słony film xD)
Główne role grają Johnny Depp i Christina Ricci. Film nie jest najnowszy, bo sprzed dekady, ale bardzo klimatyczny i poprostu piękny.
I - być może to dziwne - ale jeszcze więcej płakałam, kiedy obejrzałam parę miesięcy temu, po raz pierwszy, "V jak Vendetta". Tylko że to był inny rodzaj płączu - płakałam, a jednocześnie czułam jak serce rośnie mi ze szczęścia.

Arika Kuroi - 16 Kwiecień 2011, 00:23

Żeby filmy... Boję się filmów! Są straszne! Brrr...

A wolę płakać na kreskówkach. Na szczęście oszczędzone mi zostało obejrzenie króla lwa. Ostatni raz płakałam na "osiem szalonych nocy". Chciałabym to jeszcze raz obejrzeć, ale nie potrafię tego znaleźć na google. Cóż, są rzeczy które widzi się raz w życiu.

Caramelo - 19 Kwiecień 2011, 20:50

Cóż, film, przez który ledwo co przebrnęłam to Amerykańska Zbrodnia. Zazwyczaj jestem obiektywna co do oglądanych przeze mnie filmów, ale na tym ryczałam jak bóbr.
Kolejnym "wyciskaczem łez" jest oczywiście Samotny Mężczyzna i Lektor.

Film, przy którym zawsze mam mieszane uczucia to Dzień Świra. Z jednej strony chce mi się śmiać, a z drugiej płakać, ponieważ jest on tak boleśnie prawdziwy.

Uśmiecham się zawsze, gdy oglądam bajki Disney'a, ponieważ wtedy przypomina mi się dzieciństwo. To taka moja odskocznia od rzeczywistości, inny, piękniejszy świat.

lobogirl - 11 Sierpień 2011, 13:26

6 sezonów Supernatural wyrobiło u mnie odruch psa Pawłowa - oczy mi się szklą jak tylko widzę czołówkę. A jak słyszę tę piosenkę Kansas http://www.youtube.com/wa...feature=related ... arghhh... odwadniam się. To nie płacz, to przerwanie wałów powodziowych w kanalikach łzowych. Tak, wiem, to serial, nie film, ale częściej płaczę na serialach, bo oglądając je ma się więcej czasu na zżycie się z bohaterami.

[ Dodano: 2011-08-31, 17:07 ]
Propos plakania na serialach - wlasnie jestem w trakcie oplakiwania 9 Doktora... Eccleston wroc! Nie opuszczaj mnie!

Phoe - 21 Październik 2011, 00:44

Filmy doprowadzające do łez... hm... Na pewno takie, w których główny bohater traci bliską osobę, poświęca się albo film mówi o samotności czy cierpieniu związanym z relacjami międzyludzkimi, szczególnie rodzinnymi. Okropnie ryczałam na wspomnieniach Snape'a w filmie Insygnie II. Niesamowicie wzruszyły mnie także filmy "Remember me" oraz "W pogoni za szczęściem". Lubię też heroiczne filmy oraz książki, gdzie problemy są globalne, a więc HP czy WP. One zawsze mnie mocno poruszają, tym bardziej, że w życiu kieruję się wysoką etyką, ostatnio jedynie zabarwioną ślizgoństwem (niestety bycie stuprocentowym gryfonem czasami nie popłaca ;)). Nie mniej chciałabym widzieć świat taki, w którym dokonuje się słusznych wyborów, a przyjaźń, miłość i prawda są wartościami najważniejszymi - dla mnie są, i dlatego potrafię się rozkleić na tego typu opowieściach.

Pozdrawiam,
Pho

illis - 8 Listopad 2011, 13:55

Płaczę na wszystkim. Każda bajka, każdy film, a nawet seriale. Nie wiem dlaczego. Jestem okropnie emocjonalną osobą. Kiedyś płakałam na reklamie Pampersów, co jak mnie jest zupełnie dziwne. Już nie wspomnę o książkach. Chociaż mam kilka filmów i bajek, które szczególnie zapamiętałam. Wśród nich są "Zielona mila", "Tarzan", "Dom nad jeziorem" z Sandro Bullock "Balto". Naprawdę dużo ich jest. Aż wstyd, że jestem taka wrażliwa.
Akari-chan - 8 Listopad 2011, 20:43

Ja rzadko płaczę na filmach, ale jest jeden, który zawsze doprowadza mnie do łez... "Gniew oceanu" - jedna z ostatnich scen. Nie będę spojlerować jakby ktoś chciał zobaczyć^^ I smutno mi na "Król Lew" jak Mufasa ginie, ale to klasyk jest;)
Nena - 13 Listopad 2011, 16:12

W sumie nie oglądam filmów które mogą doprowadzić do płaczu. Po prostu Nie lubię płakać ale zdarzyło mi się kilka razy

Płakałam oglądając "Tora, tora, tora" Do tej pory w sumie nie wiem dokładnie dlaczego.

Na "Brokeback Mountain"

o i na "Dzieciach Ireny Sendlerowej"

jeśli chodzi o płakanie ze śmiechu...
"ptaki" Hitchocka

Deedwarda - 13 Listopad 2011, 17:24

Gdybym powiedziała, że nie ryczę na filmach to byłabym potworną kłamczuchą.
Zdarza mi się uronić łezkę, dwie(jeszcze nie ryczałam jak bóbr albo krowa na pastwisku...). Jednak film musi być dobry. Takie, które na siłę mają na celu wyduszenie potoku łez mnie bawią i irytują.
Najczęściej się wzruszam na zwykłych, prostych scenach. Jak Stefania drze włosy z głowy bo Antonio śmiał ją zostawić to przepraszam ale ja zmieniam miejsce swej bytności.
Scena musi mieć w sobie delikatność, ma działać na wyobraźnię i poruszać te najwrażliwsze partie mej duszy.
Ciężko przytoczyć tytuły ale za każdym razem wzruszam się na "Zakonnica w przebraniu"...i niby komedia. "Armagedon", "Między niebem a piekłem", "Szósty zmysł", nawet jakiś bollywoodzki mnie wzruszył....i wszystkie filmy w których opowiedziana jest o krzywda dziejąca się dzieciom (choćby nawet przez 5 min) .

illis - 14 Listopad 2011, 19:35

Deedwarda, a może płakałaś na 'Gladiatorze'? Szczerze, nie spotkałam się jeszcze z osobą, która nie płakała na tym filmie. Tak samo jak na 'Zielonej mili'. To są moje dwa typy. Na tych filmach nawet największemu twardzielowi pociekną łzy z oczu. Jest jeszcze oczywiście 'Szeregowiec Ryan', w którym końcówka jest niesamowicie smutna. Tak samo 'Leon Zawodowiec'. Chociaż tutaj też ryczałam jak bóbr, to wydaje mi się, że ogólnie nie jest on zbyt wzruszający. Chociaż co ja tam wiem.
Deedwarda - 14 Listopad 2011, 19:52

illis napisał/a:
Deedwarda, a może płakałaś na 'Gladiatorze'? Szczerze, nie spotkałam się jeszcze z osobą, która nie płakała na tym filmie.

Droga illis, owszem płakałam na "Gladiatorze". Za pierwszym razem jak oglądałam. Powtórki już nie wycisnęły ze mnie łez. Chociaż muszę przyznać, że za każdym razem ogarnia mnie wielki smutek jak widzę te biedne dzieciątko myślące, że to ojciec wraca do domu a tak naprawdę to żołnierze mający zabić wszystkich domowników.
"Zielona mila" tak samo. Za pierwszym razem płakałam, potem tak jak przy "Gladiatorze".
Przy "Leonie Zawodowcu" nie ryczałam...przynajmniej nie przypominam sobie.
Ja się wzruszam na prostych scenach. Nawet sceny z serialu "Czterej pancerni i pies" mnie wzruszają. Te proste, oczywiście.

Yakame - 14 Listopad 2011, 22:22

Filmy, przy których płakałam... chyba nie było takiego, ale nastrój skutecznie popsuły mi: Biały Oleander, requiem for a dream, Skazany na bluesa..
był taki film, przy którym płakałam strasznie. przez bardzo długi czas.
Sala Samobójców.
Gdyby nie podobna sytuacja, jaką wtedy przeżywałam, uznałabym ten film za przeciętny. Ale w tamtej chwili wstrząsnął mną. Do łez..

Luna Carmesí - 20 Grudzień 2011, 01:33

Często płacze na filmach i bajkach, wczoraj to się nawet czytając fanfika popłakałam...

Filmy na których płaczę za każdym razem gdy oglądam?

1. "Znachor"Hoffmana
" Proszę państwa i wysoki sądzie to jest profersor Rafał Wilczór" - nie wyrabiam w tym momencie
2. Szósty zmysł - jak siedzi z mamą w samochodzie i mówi jej że babcia do niego przychodzi.
3. Anstazja - Disneya jak puszcza jak babcia ją poznaje i puszczają pozytywkę.
4. Leon zawodowiec<3 końcówka
5 Moja dziewczyna - jak ona patrzy na niego leżącego w trumnie i mówi żeby założyli mu okulary bo nic nie widzi.
6 Sala samobójców.

Dużo by wymieniać ...

Ag. - 28 Grudzień 2011, 15:16

Takich filmów tak naprawdę jest multum!!
Ale mnie najbardziej to chyba wzruszają bajki! Może to jest infantylne, ale niech i takie będzie. "Wszystkie psy idą do nieba" porusza moje serce zawsze. Nie jest ważne, który to już raz z kolei będę oglądać. Niedawno właśnie obejrzałam po dłuuugim okresie i się popłakałam.
"Leon zawodowiec" myślę że to klasyczny wyciskacz łez :D Świetny film z dobrą fabuła, genialną obsadą. Nic dodać nic ująć.
"Armagedon" w sumie nie wiem jak teraz by na mnie zadziałał, ale kiedyś nie potrafiłam się oprzeć płaczu nawet oglądając go setny raz. Za smutny dla mnie chyba.
"Zielona mila" kolejny klasyk. Tego inaczej nie można uznać. Jest tak smutny, że aż płakać się chce.
"Filadelfia" także bardzo smutny film.
"Stowarzyszenie umarłych poetów" tutaj nawet nie potrafię żadnego sensownego komentarza napisać. Po prostu arcydzieło. Jakże smutne.

To jest tylko malutka garść takich filmów, ale w tej chwili po prostu mi sie tytuły mieszają :D

osdo - 6 Luty 2012, 21:33

Oj dużo jest filmów na których łezkę uroniłam, te które mocniej pamiętam to:
Lektor (Melodramat) - fantastyczna rola Kate Winslet, trudny film trudne dylematy, bardzo mocno polecam wszystkim,
Miasto gniewu (Dramat) - historie kilku osób które świadomie bądź nie wpływają na siebie i losy ludzkie,
Kwiat pustyni (Biograficzny, Dramat) - dobrze przedstawiony problem obrzezania kobiet w Afryce naprawdę warto dowiedzieć się jak wygląda świat tych kobiet,
Wielki Mike. The Blind Side (Biograficzny, Dramat) - prawdziwa historia Michaela Ohera chłopaka który z bezdomnego stał się gwiazdą futbolu amerykańskiego, piękna historia polecam.
...i jeszcze wiele innych ale te gorąco polecam.

CzarnaOwca - 23 Wrzesień 2012, 20:28

Och... ile tego było? Przyznam szczerze że płacze jak bóbr na każdym filmie gdzie giną zwierzątka taka słabość do słodkiego i futszastego. Ze śmiechu popłakałam się przy Brusie wszechmogącym, no i filmach takich jak Kevin sam w domu, a zresztą wszystkich tak głupich że aż -dla mnie- śmiesznych tworach. A wyciskacze łez rzadko na mnie działają...
YukiK - 26 Marzec 2013, 16:56

Hmm... Więc film na, którym płaczę ze śmiechu. Do głowy przychodzą mi tylko dwa: "Kevin sam w domu" i "Kevin sam w Nowym Jorku". Nie ważne ile razy go oglądam zawsze płaczę ze śmiechu i śmieję się aż nie zacznie mnie boleć brzuch xD. Ten bachor jest świetny! Co do płaczu ze smutku... Chyba nie ma takiego filmu (nie wliczając "Harry'ego Potter'a"). Jedynie "Szósty Zmysł" trochę mnie poruszył. Jedyne, na których płakałam to właśnie seria "Harry'ego Pottera" i na anime No.6 w momencie kiedy Shion zastrzelił tego strażnika. Inne filmy jak np. "Titanic" jakoś mnie nie wzruszają. Nie płacze na nich. Może i jestem nieczuła ale kogo to obchodzi xD?
Raven_86 - 26 Marzec 2013, 21:21

Och, sporo jest filmów (seriali, książek, f, opowiadań, teledysków...) na których płaczę. Czasami ze śmiechu (tak, na Kevinie też), a czasami ze wzruszenia, czy żalu po śmierci bohatera. Są jednak trzy filmy, które wzruszają mnie za każdym razem, gdy je oglądam.
Mój numer jeden to Władca Pierścieni (śmierć, Boromira, scena w której Arwena widzi swojego syna, gdy hobbici jako pierwsi biegną za Aragornem w scenie pod bramą Mordoru, i wiele, wiele innych).
Numer dwa: Marzyciel. Kiedy umiera Sylwia... Cóż, zmarnowałam całą paczkę chusteczek.
No i wreszcie Wierny ogrodnik. To dzięki temu filmowi pokochałam Rachel Weisz, oraz Ralpha Fiennesa

Eris - 26 Marzec 2013, 21:44

Krótko i nie do końca na temat, ale zaraz mnie coś brzydkiego trafi - chciałam ładnie (bardzo bardzo bardzo ladnie) prosić o nie spojerowanie albo chociaż, u diabła, zaznaczenie, że zdradza się część fabuły. Są tu filmy wymienione, których widzieć nie mam zamiaru albo które znam na pamięć, ale nie każdy jest w takiej sytuacji i gdyby mnie to dotyczyło to bym łeb urwała z góry wiedząc, kto umrze/kto odejdzie/komu lody spadną na ziemię.
w samym temacie już się chyba wypowiadałam i chyba mówiłam, że na filmach nie placzę, że mocno ruszył mnie ostatni odcinek Sherlocka. Dodać mogę, że 'Armagedon' jest niesamowity i jeśli jestem w odpowiednim nastroju to mnie na swój sposób na krótką chwilę rozwala psychicznie, nieważne ile razy go widziałam.

Akolitka - 23 Lipiec 2013, 00:13

Jest kilka takich filmów...

Zdecydowanie Tatarak Wajdy, a zwłaszcza scena w której Krystyna Janda opowiada o telefonie swojego zmarłego męża, o tym jak nie wyrzuciła go po jego śmierci i, że od czasu do czasu wciąż przedłuża taryfę.

Film Maska z Cher w roli matki nastolatka chorego na bardzo rzadkie schorzenie starającej się dać mu tyle z życia ile tylko będzie w stanie. Najbardziej wzruszającą sceną była ta, w której zakochuje się w niewidomej dziewczynie, która z początku odwzajemnia jego zainteresowanie, a po kilku miesiacach kiedy odzyskuje wzrok odrzuca go. Chłopak po jakimś czasie umiera skutkiem choroby...

I Tajemnica Brokeback Mountain a zwłaszcza słowa jakie wypowiedział bohater grany przez Jake'a Gyllenhaala:

"Posłuchaj tego, powiem to tylko raz. Mogliśmy mieć udane życie razem. Cholernie dobre życie. Mieć własny dom. Ale ty nie chciałeś, Ennis! I co nam zostało? Tylko Brokeback Mountain! Wszystko zbudowane tylko na tym. Mam nadzieję, że wiesz chociaż to, skoro nie wiesz nic innego. Policz sobie ile razy byliśmy tu w ciągu 20 lat i zmierz tę pieprzoną, krótką smycz, na której mnie trzymasz... dopiero wtedy mnie pytaj o Meksyk, i powiedz, że mnie zabijesz za coś, czego pragnę i prawie nigdy nie dostaję. Nie masz pojęcia jak nieraz jest ciężko. Nie jestem tobą... nie wystarczy mi seks w górach dwa razy w roku. Nie wyrabiam z tobą, Ennis. Pieprzony sukinsynu. Żebym tylko wiedział, jak z ciebie zrezygnować."

Kiedy pierwszy raz obejrzałem ten film wywarł na mnie takie wrażenie, że płakałam przez tydzień...

Q. - 10 Sierpień 2013, 21:25

UWAGA, spoilery.

Mnie do łez doprowadził tylko jeden film, a mianowicie Atlas chmur, a dokładnie końcówka wątku Frobishera. Przepraszam, ale nie wiem, jaka mogłaby być inna reakcja na Bena Whishawa strzelającego sobie w usta. To po prostu za dużo...

Martynax - 11 Sierpień 2013, 01:43

Uwaga SPOILERY!!!
Chyba na żadnym filmie (ani serialu) nie popłakałam się ze śmiechu... Owszem, czasami ryłam się jak głupia (np. oglądając Teen Wolf i słuchając Stilesa) ale nigdy nie płakałam :P
Jeżeli chodzi o łzy smutku to wyłam tyle razy, że ciężko zliczyć :P To co zapadło mi w pamięć to:
1. Szkoła uwodzenia - śmierć Sebastiana
2. Szkoła uczuć - jak główny bohater wraca od ojca i jak umiera główna bohaterka (zapomniałam ich imiona)
3. Now is good - wyłam prawie cały film
4. Harry Potter i Insygnia Śmierci - śmierć Seva i jego wspomnienia, śmierć Zgredka
5. Jestem Legendą - śmierć psa
To jedne z tych, przy których, tak porządnie szlochałam :P Poza tym jest jeszcze mnóstwo gdzie miałam łzy w oczach, gulę w gardle, itd.

rurencja93 - 11 Sierpień 2013, 19:47

1. Hmmm płakałam na wszelkich filmach o Auschwitz. Przerażające, smutne, okrutne.
2.Był taki film, gdzie dziewczynka miała ochroniarza bo była córka jakiegoś polityka czy coś i na końcu zasłonił ją swoim ciałem i umarł, płakałam...Titanic mnie nie wzrusza :D
3. Ze śmiechu O matulo...Filmy typu But Manitu czy na prawdę dobre komedie to ryję ze śmiechu, da się albo kabarety uwielbiam Mariolka i te sprawy "No heloł ":D

Martynax - 11 Sierpień 2013, 20:11

Mnie również Titanic nie wzrusza... nawet jednej łzy na nim nie uroniłam. Poza tym był już tyle razy w TV, że jak tylko widzę, że go puszczają to omijam telewizor szerokim łukiem :P
Lilka - 18 Sierpień 2013, 13:52

Titanic? Łeee......Równie dobrze można płakać na "Popiełuszko...", czego też nie robiłam w przeciwieństwie do moich koleżanek z klasy. Nawet na tej pamiętnej scenie gdy Orlando Bloom w Piratach z Karaibów umiera nie była w stanie mnie zmusić do płaczu.

Bardziej mnie wzruszyła scena w komedii "Brzdąc w opałach", kiedy główny bohater jest tulony przez mamę. A wcześniej "przymawia" się do Pani w parku. No i zawsze mnie wzruszają narodziny nowego życia. Niezależnie czy to człowiek, czy kotek :P

Lady Draconia - 22 Sierpień 2013, 06:00

rurencja93 napisał/a:
1. Hmmm płakałam na wszelkich filmach o Auschwitz. Przerażające, smutne, okrutne.


No, ja tak samo :/ Kiedyś oglądałam taki film o młodej dziewczynie która za brak szacunku dla narodowych tradycji zostaje przeniesiona do czasów II wojny i trafia do obozu. Ryczałam przy tym jak bóbr.
Ci do Titanica nie powiem, za pierwszym razem się popłakałam, ale to było tyle lat temu... Teraz mnie nie rusza.

Lilka - 24 Sierpień 2013, 18:03

Titanic? Nigdy mnie nie wzruszał. Irytował mnie ten koleś, którego grał DiCaprio, bo miał szansę przeżyć.
CO do dokumentów o Holocauście, czy filmów o zagładzie etnicznej w ogóle, to to powodowało u mnie wstrząs emocjonalny. I nie byłam w stanie płakać. Np. po Pokłosiu przez 3 tygodnie dochodziłam do siebie.
Kumpela może zaświadczyć.

Ew - 4 Wrzesień 2013, 19:58

Ja własnie wzięłam się za nadrabianie filmów, bo ostatnio mam w nich wielkie braki, a właściwie to nie ostatnio, a ciągle. Nie lubię oglądać czegoś na co jest faza, tak samo jak z czytaniem, bo od tego jakimś dziwnym sposobem nienawidzę filmu/książki/serialu. Tak było z HP na początku, tak było ze Zmierzchem i z CSI kiedy mamusia z Anką to ciągle w domu katowały. Teraz może jest lepiej, bo w końcu jestem opętana tumblrem xD
Co do filmów, które wielbie, to na pewno będzie Chaplin z Robertem, Zielona mila, bo kocham książkę i mogę oglądać film w nieskonczoność, Zapach kobiety, bo to jeden z lepszych filmów, które oglądałam jeszcze jako dzieciak i mam sentyment, Nauka jazdy, bo Rupert i koniec. Nie tak dawno temu oglądałam Now you see me i kocham to, bo jest nieprzewidywalne, zabawne wyciskające zły w niektórych momentach i po prostu - obsada! Dead bodies, bo Andrew, Jumanji, bo chciałabym w to zagrać, Leos, no proszę was, Gary jest tam tak cudowny, że mam ochotę powiedzieć, chodź i bierz mnie, Chattahoochee, We need talk about Kevin, V - chociaż nadal nie mogę przeboleć zakończenia, które zniszczyło mi całość.
Tego jest naprawdę wiele. Lecimy dalej: Stonehenge Apocalypse, bo płaczę, że coś takiego obejrzałam chyba cztery razy i musze powiedzieć, że czasami naprawdę dobrze się bawiłam, ale bardziej dlatego, że się z tego śmiałam. Smush cut, bo zasnęłam w połowie i nie musiałam obejrzeć tego draństwa do końca, The Last Airbender, które powinno nazywać się Avatar, ale ludzie kojarzyliby to z Avatarem Camerona. Sucker Punch, które wielbię za soundtrack, a nienawidze za całą resztę. Julie&Julia, które jest wspaniałe i ma naprawdę dobrą obsadę oraz oczywiście Harry Potter, dzięki któremu zna się większość licczących się na wyspach aktorów.
Do tego są bajki: Up, Zakochany kundel, Wszystkie psy idą do nieba, Król lew oraz Ksieżniczka Mononoke.
Jeśli spojrzeć na mój filmweb, to podałam tutaj filmy z tych najlepiej i najgorzej ocenionych przeze mnie. Czemu? Bo uwielbiam każdy film. Mogłabym tutaj przecież dodać jeszcze większość kina niemego z Chaplinem, które ostatnio męczę oraz masę krótkometrażówek, w których odkryłam to coś, co mnie kręci. A do tego po prostu kocham długie, długie filmy, przez które nie będę mogła odejść po cztery godziny od laptopa. Nie zawsze musi to być coś, co mnie urzekło, co kocham i chce obejrzeć jeszcze raz. To może być coś naprawdę głupiego, dennego, przez co boli mnie głowa, a na końcu okaże się, że to jest naprawdę coś... albo w mojej głowie doszło do jakiegoś wybuchu i dlatego nabrało to sensu. Tak jak np Krwawe walentynki z Jensenem.
A teraz, żeby było na temat idę obejrzeć po raz któryś Chłopaki nie płaczą

darkmark - 30 Wrzesień 2013, 22:03

ojeju ja rzadko płaczę na filmach ale za każdym razem gdy oglądam Marzyciela z Johnym Deppem i Kate Winselet łzy same cisną się do oczu
Lilka - 30 Wrzesień 2013, 22:59

Rzadko płakałam na filmach, a teraz znowu mi wróciło.
Najpierw "brzdąc w opałach"
teraz kreskówka opowiadająca o przyjaźni dziewczynki z mężczyzną chorym na Aspergera *wydmuchuje nosek*

[ Dodano: 2013-09-30, 22:59 ]
Aż mi się głupio zrobiło...

nikojta - 23 Grudzień 2013, 20:19

nie jestem typem płaczki i prawie nigdy nie płakałam na filmie (poważnie na królu lwie byłam taka: " o umarł. i tak go nie lubiłam"). jednak są pewne wyjątki. mianowicie dwa. na sherlock'u kiedy spadał, po prostu nie potrafiłam się uspokoić. i na thor 2 kiedy to ryczałam w kinie... ludzie paczyli się na mnie jak na idijotke. ([spoiler] i obydwoje przeżyli gnojki rąbane).
enid - 24 Grudzień 2013, 15:19

Jestem etatową płaczką filmową ale nic nie rozwala mnie tak jak: Braveheart - freeedommm! ostatnie 10 minut tego filmu to właściwie ryczę jak bóbr, Wiecznie młody, Leon Zawodowiec, Titanic, Król Lew, Armagedon, Stowarzyszenie Umarłych Poetów, Uwierz w ducha, Życie jest piękne.
DaisyDale - 15 Wrzesień 2014, 20:58

Zazwyczaj nie płaczę na filmach czy serialach, ale jak już płaczę to na całego :)
Najbardziej wzruszający film to Życie jest piękne. Kocham tę opowieść. Poświęcenie ojca dla malutkiego synka.
12 Years a Slave również poruszył mnie do łez, chociaż motyw niewolnictwa ostatnio motyw niewolnictwa stał się bardzo oklepany w Hollywood.
Forrest Gump, Zielona mila i Skazani na Shawshank. Te filmy nie dość, że moje ulubione, to jeszcze bardzo wzruszające.
A teraz coś pozytywnego. Do płaczu ze śmiechu doprowadziło mnie kilka filmów.
Mikołajek chociaż to film przeznaczony dla dzieci jednak rozbawił mnie do łez. Tak samo jak 21 Jump Street i jego kontynuacja. Bardzo niedorzeczne i amerykańskie, ale bardzo mnie rozbawiły.
Zapomniałabym wspomnieć o Królu Lwie, który chyba z każdego wycisnął chociaż łezkę ;)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group